strona główna      o nas      co nowego      statkol      linki      księga gości
ABC podróżnika
DROGI      LUDZIE      MAPY      NOCLEGI      owce      parkingi, przydrożne wiaty     



Tereny, które obejmowała nasza trasa, posiadały bardzo gęstą sieć dróg asfaltowych. Zdażało się, że podrzędne dojazdy na pola lub łąki również były pokryte asfaltem. Nawet drogi najniższej kategorii miały dobrą nawierzchnię, choć ich szerokość sięgała ledwie 3-4 metrów. Uniemożliwiało to jakiekolwiek wyprzedzanie poza wyznaczonymi mijankami. Na drogach tych panował znikomy ruch, dzięki czemu w idealny sposób nadawały się do jazdy rowerem. Aby sprawnie poruszać się po takich drogach potrzebna jest dokładna mapa.




Nie mieliśmy zbyt wielu okazji do kontaktów z tubylcami, ale z naszych obserwacji da się wysnuć pewne wnioski. Wydaje nam się, że Anglicy są mało pomocni i nie do końca rozumieją ideę podróżowania rowerem i spania na dziko. Tematem, zasługującym na uwagę, jest wygląd zewnętrzny przeważającej części społeczeństwa brytyjskiego. Na ulicach widać wiele osób z wyźną nadwagą. Problem ten w szczególności dotyczy młodzieży. W sumie nie powinno to dziwić - na szlakach turystycznych spotykaliśmy prawie wyłącznie osoby w zaawansowanym wieku. Zupełnie osobną kwestią jest uroda, a w zasadzie jej całkowity brak, u przedstawicielek płci, w innych krajach słusznie zwanej piękną.




Na stronie Ordnance Survey - brytyjskiej narodowej agencji kartograficznej, dostępna jest bardzo dokładna mapa topograficzna Wielkiej Brytanii: explore.ordnancesurvey.co.uk. Mapa jest naprawdę świetna - największe dostępne odwzorowanie jest w skali 1:50.000. Dla przykładu podam, że wersja o największej skali podaje nazwy pojedynczych farm. Są oczywiście wszelkie oznaczenia topograficzne, poziomice co 10 metrów i liczne punkty wysokościowe. Niestety ściąganie mapy to dość żmudna robota. Na stronie www.streetmap.co.uk mapa ta otwiera się w nieco większym okienku, co ułatwia korzystanie.




Spośród dziesięciu noclegów rajdowych, pięć znajdowało się na terenie parków narodowych, jeden w parku krajobrazowym. Znalezienie bezpiecznego i wygodnego miejsca na obozowisko było nadspodziewanie łatwe. W czterech przypadkach mieliśmy też możliwość kąpieli w rzekach lub jeziorach. Wszystkim noclegom towarzyszyło wysokie poczucie bezpieczeństwa.




Na obszarach chronionych (Galloway, Lake District, Yorkshire Dales) na łąkach pasły się tysiące owiec. Miejscami wszystkie wzgórza w zasięgu wzroku były całkowicie opanowane przez owce. Niestety miało to też swój negatywny wymiar. Owcze odchody zaścielały równo cały, dostępny obszar tak, że ciężko było znaleźć kawałek czystego placu pod namiot. Co ciekawe, stada owiec miały niekiedy możliwość swobodnego przemieszczania się po bardzo rozległych terenach, ograniczonych jedynie zewnętrznym pasem ogrodzenia. Powstawały w ten sposób wielkie pastwiska, przez które przebiegało wiele dróg (w tym przelotowe drogi o nawierzchni asfaltowej). Aby uniemożliwić owcom ucieczkę w miejscach przecięcia linii ogrodzenia przez drogę, stosowano dwa rodzaje zabezpieczeń. Drogi szutrowe lub prywatne grodzono tradycyjnymi bramami. Bramy te nie były zamykane na kłódki, dzięki czemu każdy podróżny mógł bez problemu pokonać taką przeszkodę, pamiętając jednak o konieczności zamknięcia bramy. Na drogach publicznych stosowano przegrody zwane cattle grid. Wpoprzek drogi przekopywano rów, który zakrywano metalowymi rurkami w taki sposób, by kilku- lub kilkunastocentymetrowe odstępy między rurkami uniemożliwiały przejście zwierząt, nie mając większego wpływu dla pojazdów kołowych.




Niestety taka infrastruktura, jak przydrożne parkingi, drewniane wiaty, czy ławki ze stolikami zupełnie nie istnieje. Przejechaliśmy przez dwa parki narodowe, jeden park krajobrazowy i nie natrafiliśmy na takie udogodnienia ani razu. Nie mamy zatem co liczyć, że w przypadku deszczu schronimy się pod najbliższym zadaszeniem, lub że obiadek przyrządzimy kulturalnie na przedrożnej ławie. Pozostaje nam bezpośredni kontakt z naturą na zielonej trawce. Trzeba tylko bacznie zważać na owcze odchody.
© Przemysław Remigiusz Kitliński 2006-2016