strona główna      o nas      co nowego      statkol      linki      księga gości
Ranking noclegów

średnia ocena: 11,1/23 pkt.

Remi: 10,7 pkt., Grzesiek: 11,6 pkt.


Spośród dziesięciu noclegów rajdowych, pięć znajdowało się na terenie parków narodowych, jeden w parku krajobrazowym. Znalezienie bezpiecznego i wygodnego miejsca na obozowisko było nadspodziewanie łatwe. W czterech przypadkach mieliśmy też możliwość kąpieli w rzekach lub jeziorach. Wszystkim noclegom towarzyszyło wysokie poczucie bezpieczeństwa.

 

1. U wylotu jaskini Yordas Cave w dolinie Kingsdale
w Yorkshire Dales National Park w Anglii (305 m n.p.m.)

16,5/23 pkt.: Grzesiek-15, Remi-18

 

Szukając schronienia przed silnym wiatrem, wiejącym tego dnia w dolinie Kingsdale, zatrzymaliśmy się przy sporym zagłębieniu rozcinającym zbocze doliny. Rzeźba terenu uczyniła to miejsce idealnym obozowiskiem. Byliśmy zarówno osłonięci od wiatru, jak również nie widoczni z wąziutkiej drogi przebiegającej przez dolinę. Najwięcej emocji wzbudziła jednak jaskinia, której wylot znajdował się kilka metrów od naszego namiotu. Niewysoki otwór prowadził do przestronnej komnaty, przez którą z głośnym szumem przepływała podziemna rzeka. Krystalicznie czysta woda, na szerokości kilku metrów, wypełniała płaskie dno jaskini. Pomimo panujących w jaskini kompletnych ciemności urządziełem sobie tam orzeźwiającą kąpiel - jedyną w swoim rodzaju, podziemną.
Rankiem naszą jaskinię odwiedziła grupa grotołazów. Ubrani w szczelne, gumowe skafandry, spuścili się na linach w głąb ponoru, którym rzeka wpływała pod ziemię. Następnie, podążając z biegiem rzeki, wyszli z podziemi tuż przy naszym obozowisku.

 

2. Nad jeziorem Loch Moan w Galloway Forest Park w Szkocji (205 m n.p.m.)

14,5/23 pkt.: Grzesiek-14, Remi-15

 

Loch Moan było sporym jeziorem z kilkoma zatoczkami, półwyspami i wyspami, zaszytym w leśnej gęstwinie. Drogi dojazdowe przegrodzono szlabanami, odcinając jezioro od turystów zmotoryzowanych. Niestety efektem daleko posuniętej dzikości linii brzegowej był zupełny brak plaskiego podłoża pod namiot. Całość porastały drobne drzewka i trawy zbite w twarde kępy. Tym samym, pod względem wygody spania, nocleg należał do najgorszych. Tutaj też spotkaliśmy się z największym na rajdzie atakiem meszek. Zaznajomiony z tematem Grzesiek twierdził jednak, że meszek było tam na szczęście wyjątkowo mało. Trudy dnia wynagrodziła nam wieczorna kąpiel w jeziorze.

 

3. Kamienna zagroda nad potokiem Grains Gill
w Lake District National Park w Anglii (190 m n.p.m.)

14,0/23 pkt.: Grzesiek-13, Remi-15

 

Kamienne murki były tak nieodzownym elementem angielskiego krajobrazu, że na naszym rajdzie nie mogło zabraknąć noclegu w ich otoczeniu. Odpowiednie miejsce udało się nam znaleźć w samym sercu parku narodowego Lake District, tuż przy szlaku prowadzącym na najwyższy szczyt Anglii - Scafell Pike. Wśród dziesiątek linii kamiennych murków opasujących dolinę, uformowano kilka zamkniętych zagród, z których jedna posłużyła nam za obozowisko. Dzięki temu nasz namiot, usytuowany zaledwie kilka metrów od szlaku był zupełnie niewidoczny. Pod koniec dość smętnego, pochmurno-deszczowego dnia zapoznałem się z ożywczymi właściwościami lodowatej wody z pobliskiego strumienia. Niestety, zdaniem Grzegorza miejsce to posiadało mroczną aurę, której namacalnym symbolem miał być szkielet owieczki zaplątanej w kolczasty drut wieńczący jeden z murków. Całości mrocznej atmosfery dopełniał wiatr gwiżdżący między skalnymi szczelinami i ciężkie, ciemne chmury przechodzące nad doliną.

 

4. Skaliste wybrzeże koło Rockcliffe na półwyspie Galloway w Szkocji (20 m n.p.m.)

12,5/23 pkt.: Grzesiek-15, Remi-10

 

Niesiony fantazją byłem skłonny rozbijać namiot na czubku płaskiego wzgórza Castle Point, nad samą krawędzią klifu. Okrutnie tam wiało i nawet ślepiec dojrzałby nasz namiot z odległości kilometra. Grzesiek miał więcej rozsądku. Obudził też moje poczucie odpowiedzialności i w konsekwencji rozłożyliśmy się kulturalnie na pobliskiej łące. Tuż obok namiotu biegła ścieżka prowadząca nad klif. Mimo wieczorowej pory minęło nas kilku starszych turystów-spacerowiczów. Wszyscy ubrani w typowym angielskim stylu. Panowie: szorty z podwiniętymi nogawkami lub długie spodnie prasowane na kancik, pulower, kamizelka. Panie dość podobnie, czasem w długiej spódnicy, czasem spodnie z kantem. Na szlakach zupełnie nie było widać młodzieży. Rano ja też wybrałem się na mały fotospacer, nie wracając z pustymi rękami: foto1 i foto2.

 

5. W stodole Blair'a koło miasta Selby w Anglii (60 m n.p.m.)

11,0/23 pkt.: Grzesiek-12, Remi-10

 

Nasz jedyny nocleg "na gospodarza". Przedostatniego dnia rajdu, w drodze powrotnej na lotnisko, padało non stop od południa do wieczora. Nie mieliśmy zamiaru stawiać namiotu pod chmurką. W jednym z gospodarstw poprosiliśmy o możliwość noclegu w stodole. Właściciel zgodził się, częstując nas następnie herbatą. Na koniec oznajmił: Nazywam się Blair, tak jak Tony, ale nie jestem krewnym.

 

6. Nad jeziorem Derwent Water koło miasta Keswick
w Lake District National Park w Anglii (75 m n.p.m.)

10,5/23 pkt.: Grzesiek-11, Remi-10

 

Jezioro Derwent Water leży koło miasta Keswick - centrum turystycznego Parku Narodowego Lake District. Ściągają tam całe rzesze turystów i generalnie jest dość tłoczno. Wokół jeziora biegnie znakowana trasa turystyczna z kilkoma ławkami w miejscach widokowych. Na obozowisko wybraliśmy niewielki, kamienny cypelek, nad którym niestety stała ławka. Spaliśmy zatem tuż pod punktem widokowym i trzeba się było nieco tajniaczyć. Nie spotkały nas jednak jakiekolwiek nieprzyjemności. Niestety pogoda zaczynała się psuć i nikt nie skorzystał z kąpieli w chłodnych wodach jeziora.

 

7. Na łące koło Grassington w Yorkshire Dales National Park w Anglii (190 m n.p.m.)

9,5/23 pkt.: Grzesiek-10, Remi-9

 

Tym noclegiem kończyliśmy wędrówkę po brytyjskich parkach narodowych. Ostatnie dwa dni to prosty przejazd na lotnisko. Znalezienie noclegu na obszarze Yorkshire Dales nie stanowiło żadnego problemu. Przy odrobinie zacięcia mogliśmy nawet poszukiwać miejsca nad pobliską rzeką, ale ostatecznie ulokowaliśmy się na wygodnej łące z widokiem na wzgórza.

 

8. Na łące koło Westlinton przed miastem Carlisle w Anglii (2 m n.p.m.)

8,5/23 pkt.: Grzesiek-8, Remi-9

 

Wielka, pusta łąka, na której się ulokowaliśmy, rozpościerała się tuż przy głównej drodze prowadzącej do Carlisle, jednego z większych miast na naszej trasie. Co warte podkreślenia, miejsce to znaleźliśmy bez większego wysiłku, było tam spokojnie i bezpiecznie.

 

9. Na nadmorskiej wydmie koło lotniska Glasgow-Prestwick w Szkocji (10 m n.p.m.)

7,0/23 pkt.: Grzesiek-6, Remi-8

 

Pierwotnie zakładałem, że po wylądowaniu w Szkocji tuż przed północą, nie będzie nam się chciało opuszczać lotniska i przekimamy do rana na jakimś wygodnym siedzeniu z oparciem. Niestety port lotniczy w Prestwick nie zapewniał takowych wygód, a i ze złożeniem do kupy naszych rowerów poszło nam wyjątkowo sprawnie. Udaliśmy się więc nad morze, znajdując odpowiednią miejscówkę na zarośniętej trawą wydmie. Rankiem okazało się, że cały teren pomiędzy lotniskiem a naszą wydmą zajmuje pole golfowe, które właśnie poddawano starannym zabiegom pielęgnacyjnym. Dodatkowo przy naszym obozowisku zaczęli pojawiać się joggingujący rankiem miejscowi atleci. Ot takie typowo szkocko-angielskie klimaty.

.... najgorszy nocleg:
 

10. Pod przełęczą Wrynose Pass, podczas ulewy i wichury, w Lake District National Park w Anglii (385 m n.p.m.)

3,0/23 pkt.: Remi-3

 

Leżę właśnie w namiocie, którego mokre ściany, smagane ogromnymi podmuchami wiatru, raz po raz kładą się na mojej twarzy. Mam wrażenie, że wichura zaraz wgniecie namiot w ziemię. Rozłożyłem się za niewielką skałą. Myślałem, że będzie tu w miarę spokojnie, ale nie jest. Z trudem znalazłem to miejsce. Wszędzie było pełno rozmoczonego owczego gówna. Tu zresztą też. A dodatkowo teren dosyć pochyły. Muszę teraz leżeć prawie bez ruchu, by nie zsunąć się z karimaty. W narożniku zebrało się małe jeziorko. Wystarczyło te kilka minut, gdy rozbijałem namiot podczas ulewy i jeziorko gotowe. Zupełnie nie wiem, czemu nie chce mi się wybrać tej wody. Tymczasem trochę podklinowałem się sakwami. Ale te też są z wierzchu kompletnie mokre. I ja byłem cały mokry. Założyłem na siebie wszystkie zapasowe ciuchy, jakie zabrałem na ten rajd, ale i tak nie jest mi zbyt ciepło. Puchowy śpiwór przesiąkł wilgocią. Nad głową wiszą mokre spodnie i skarpety. Tylko chiński kaftan ogrodniczy - pogromca wszelkich deszczy, zdał egzamin. Od spodu guma grubości dętki rowerowej.
Ciekawe co, do cholery, robi teraz Grzesiek. Pewnie bierze ciepły prysznic w tym swoim Bed&Breakfast. Miał nosa, że akurat dzisiaj poszedł na kwaterę. A mi się zachciało zdobywać przełęcze. Ha, dobre, czy w ogóle można mówić o zdobywaniu przełęczy, która ma 400 metrów. Wyśmieją mnie po powrocie. Jak jeszcze powiem, że dwa kilometry prowadziłem rower. Kogoś w ogóle obchodzi, że było tam 30% stromizny. Głupie rekordy.
Rany, dopiero siódma. Jak ja wytrzymam do rana? W takich warunkach, bez ruchu. No i dlaczego coraz bardziej uciska mnie pęcherz. Jak wyjdę, to deszcz w pięć sekund zmoczy mi ostatnie ciuchy. No tak, ale jak nie wyjdę, to pewnie sam se te ciuchy zmoczę :) O kurde, wyrwało śledzia w narożniku. Wychodzę... Oby tylko namiot nie odleciał...

P.S. Nigdy bym nie przypuszczał, że taka przygoda spotka mnie w Anglii. W kraju, który wydawał mi się najbardziej nudnym i najmniej ekstremalnym w Europie... no może nie licząc Holandii.



Zasady oceny noclegów:
1. Ocenie podlegają tylko noclegi bezpłatne.
2. Ocena przebiega wg 4 kryteriów + bonus nadzwyczajny
   a) warunki noclegowo-pobytowe - punktacja od 0 do 5,
     czyli jak wyglądało miejsce pod namioty i jego otoczenie, czy była trawka, czy może brud i malaria, no i w jakich warunkach przyszło nam spożywać.
   b) warunki higieniczno-sanitarne - punktacja od 0 do 5,
     czyli czy można było się ochlapać wodą.
   c) poczucie bezpieczeństwa - punktacja od 0 do 5,
     czyli jak wysokie było prawdopodobieństwo, że ktoś przyjdzie i zwędzi nasze bidony.
   d) walory krajobrazowe - punktacja od 0 do 5,
     czyli w jakiej okolicy spaliśmy, czy był to zagruzowany barak, czy może łączka w górskiej kotlinie.
   e) bonus nadzyczajny - każdy przyznaje punkty wedle uznania od minus 3 do plus 3,
     np. w sytuacji gdy na noclegu objedliśmy się winogronkami, lub spotkaliśmy pana, który twierdził, że jest duchem.

© Przemysław Remigiusz Kitliński 2006-2016