strona główna      o nas      co nowego      statkol      linki      księga gości
ABC podróżnika
ATRAKCJE      bilet City Star      bunkry      burek      CENY      DOJAZD      DROGI      Enver Hodża      granice      JĘZYKI OBCE      kaniony      lavazh      LUDZIE      mercedesy      NOCLEGI NA DZIKO      osły      referendum w Czarnogórze      Skanderberg      ślady wojny      TRANSPORT ROWERÓW      tunele      woda     



Bałkany są idealnym regionem dla osób pragnących odpocząć od zgiełku i komercji, poszukujących wyciszenia pośród niesamowitych krajobrazów. W wielu miejscach odnosi się wrażenie, że tu wciąż rządzi przyroda, przy której próbujący ją ujarzmić człowiek, wydaje się niepozorną istotą. Zadziwia przede wszystkim niespotykana różnorodność, piękno i potęga wytworów natury. Na Bałkanach w ciągu jednego dnia można zobaczyć więcej fenomenów natury, niż na niejednym rajdzie przez tydzień.

ALBANIA: Największą atrakcją jest sam wjazd do Albanii, bo człowiek spodziewa się nie wiadomo czego. Jest to kraj zdecydowanie warty odwiedzenia, zupełnie różny od większości europejskich państw. Oto 10 rzeczy, które koniecznie należy zrobić podczas pobytu w Albanii:
1. Założyć się, kto pierwszy zobaczy bunkry po przekroczeniu granicy.
(Bunkry są prawdziwym symbolem Albanii. W obawie przed chińską inwazją Enver Hodża wybudował ich około 800 tysięcy - po jednym dla każdej rodziny. Obecnie są stałym elementem krajobrazu. Zapomniane kruszeją powoli na niemalże każdym zakręcie drogi, nie wspominając już o terenach przygranicznych, gdzie jest ich całe mnóstwo.)
2. Założyć się, kto pierwszy zobaczy samochód innej marki niż mercedes.
(Mercedesy to kolejny fenomen Albanii. Może brzmi to dość niewiarygodnie, ale na albańskich drogach widać w zasadzie tylko mercedesy. Nie są to może najnowsze modele, ale jednak mercedesy. Skąd wzięło się zamiłowanie Albańczyków do tej właśnie marki trudno mi wyjaśnić. Prawdopodobnie nie bez znaczenia była tu legendarna wytrzymałość zawieszenia w tym samochodzie, co jest pewnie jednym z priorytetów dla użytkowników dróg w Albanii.)
3. Wymienić po zmroku pieniądze w ulicznym zakładzie bukmacherskim.
(Ta atrakcja nie była przez nas zaplanowana i w zasadzie nie była też konieczna. Później w wielu przypadkach płaciliśmy w euro lub dolarach i nikt nawet nie próbował oszukiwać nas na kursie. Zdarzało się nawet, że dla równego rachunku przyjmowano korzystniejszy dla nas przelicznik.)
4. Zakupić albańskie okładki na paszport i używać aż do powrotu do domu.
(Taką właśnie atrakcję zafundowali sobie koledzy, którzy odwiedzili Albanię w 2003 roku. My postanowiliśmy nawiązać do tamtej tradycji. Niestety nasze egzotyczne okładki nie zrobiły większego wrażenia na kilku kolejnych przejściach granicznych. Nie byliśmy traktowani ani lepiej, ani gorzej. Prawdziwe emocje mogły nas spotkać dopiero przy wjeździe do Serbii, ale wtedy wszystkie albańskie gadżety ukryliśmy głęboko w sakwach.)
5. Objechać pod prąd główne rondo w Szkodrze, mijając się po drodze z wozem policyjnym.
(Chaos panujący na ulicach albańskich miast trudno opisać. Piesi, rowerzyści, samochody i zwierzęta mieszają się w jednym, wielkim wirze lawirującym pomiędzy licznymi dziurami w drodze i straganami usytuowanymi tuż na jej obrzeżach. Co ciekawe, na ulicach widać sporo patroli policji drogowej. Funkcjonariusze nie zwracają jednak większej uwagi na kierowców łamiących wszelkie możliwe przepisy. Objazd pod prąd głównego ronda w Szkodrze rozpocząłem pod wpływem entuzjazmu, który towarzyszył mi od samego przekroczenia granic Albanii. Mijanka z wozem policyjnym na środku skrzyżowania była pewnym zaskoczeniem, ale mój wybryk został całkowicie zignorowany.)
6. Zobaczyć rozkład jazdy pociągów na stacji w Tiranie.
(Rozkład jazdy pociągów na stacji w Tiranie należy niewątpliwie do najbardziej niezwykłych atrakcji, które widzieliśmy w Albanii. Tablica informowała obszernie o godzinach odjazdów wszystkich pociągów w Albanii, jak też o cenach poszczególnych połączeń. Rozkład ów nie byłby niezwykły, gdyby nie fakt, że wymalowano go farbą na płycie pilśniowej. Wszelkie zmiany w rozkładzie wprowadzano poprzez zaklejenie nieaktualnego fragmentu kawałkiem papieru i dopisanie prawidłowej treści grubym flamastrem.)
7. Zjeść burka popijając napojem ze sfermentowanej kukurydzy.
(Burek to tradycyjna potrawa bałkańska w postaci tłustego, zapiekanego ciasta, faszerowanego słonym twarogiem lub mięsem. Na Bałkanach burka można kupić w piekarniach i w ulicznych budkach. Jest tani, pożywny i na ogół smaczny. Napój ze sfermentowanej kukurydzy to z kolei typowo albański wynalazek. Kupiłem go kierowany wrodzoną ciekawością do oryginalnych smaków. Pomimo specyficznego słodko-kwaśnego posmaku i mętnej konsystencji, pospołu z Łukaszem, poradziliśmy sobie z całą, litrową zawartością plastikowej butelki.)
8. Podjąć próbę przejazdu albańskim pociągiem.
(Od kiedy przeczytaliśmy w jednej z relacji opis podróży w albańskim pociągu, przejazd tym środkiem lokomocji stał się najważniejszym punktem w programie naszego pobytu w Albanii. Z owej relacji wynikało, że przy odrobinie szczęścia, na zwykłej trasie osobowej, można trafić na pociąg mający w składzie wagony przerobione z towarowych, bez żadnych siedzeń, ale za to z dziurami w podłodze. My trafiliśmy na wyższy standard. Pociąg, którym usiłowaliśmy się przejechać posiadał większość siedzeń, brakowało za to połowy szyb w oknach i nie zamykały się drzwi wejściowe. Niestety, z uwagi na nasze rowery, w ogóle nie zostaliśmy wpuszczeni do wagonów. Od niedawna w Albanii obowiązuje zakaz przewożenia bagażu pociągiem.)
9. Wymyć rower w przydrożnym lavazh'u.
(Lavazh to bardzo popularna w Albanii przydrożna myjnia samochodowa. Typowy lavazh składa się z zardzewiałej beczki, gumowego węża, wody tryskającej z węża i faceta, który pełni rolę operatora tegoż węża.)
10. Przejechać się na osiołku.
(Osiołki to główny środek lokomocji na albańskiej prowincji. Tradycyjna uprząż składa się między innymi z drewnianego stelaża w siodle. Osiołki wykorzystywane są również do najróżniejszych prac gospodarskich i transportu drobnych ładunków.)
Bonus - zadanie dla wtajemniczonych: Wziąć prysznic w hotelu Kaduku w Szkodrze.
(Hotel Kaduku w Szkodrz,e z noclegiem za 4$ od osoby, zadziwił nas niesłychaną ergonomią rozwiązań zastosowanych w sanitariatach. Prysznic zamontowano bezpośrednio nad ubikacją, która składała się jedynie ze spłuczki oraz otworu w podłodze. Zatem kucając nad dziurą za potrzebą można było jednocześnie brać prysznic. Dwa największe problemy trapiące wszystkich rowerowych podróżników mogły być załatwione za jednym zamachem.)
Albanię trzeba odwiedzić jak najprędzej, gdyż za kilka lat będzie to prawdopodobnie zupełnie inny kraj. W miejsce niezastąpionych osiołków, drewnianej sochy i motyki pojawią się prawdziwe maszyny rolnicze. Ulice w miastach zyskają nową nawierzchnię, a budynki porządne fasady. Kraj zostanie ostatecznie "ucywilizowany" tracąc swoją niepowtarzalną egzotykę i stanie się tylko jednym z wielu podobnych do siebie państw europejskich.

CZARNOGÓRA: Im więcej kilometrów przejedziemy w tym kraju, tym lepiej, gdyż jest po prostu niezwykły. Zanim się tam pojedzie trudno sobie wyobrazić, że w tym jednym z najmniejszych krajów w Europie kryje się taka rozmaitość i mnogość atrakcji. Oto największe z nich:
1. Widok na Kanion Tary w najgłębszym miejscu.
2. Przejazd przez tunele w Kanionie Pivy.
3. Widok na Zatokę Kotorską z serpentyn drogi Kotor-Cetinje
4. Przejazd wzdłuż Jeziora Szkoderskiego, widok na zalane Szkoderskie Polje (tylko wiosną).
5. Góry Durmitor z Crnym jezerem i Kanionem Sušicy.
6. Czarnogórska riwiera z wyspą Sveti Stefan.
7. Mauzoleum Petra II Petrovića Njegoša na Jezerskim vrhu (1657 m n.p.m.) w górach Lovčen.
8. Monastyr Ostrog wybudowany w skalnej ścianie.
9. Przejazd linią kolejową Belgrad-Podgorica, uznawaną za jedną z najbardziej malowniczych w Europie.
10. Biogradsko jezero w górach Bjelasica.
Czarnogóra zachwyci każdego rowerzystę, szczególnie jeżeli będzie przemierzał ten kraj wiosną, unikając przejazdów głównymi drogami. Warto odważyć się na odcinki szutrowe dodające mijanym terenom poczucia dzikości, a nam satysfakcję bezpośredniego obcowania z nieujarzmioną naturą.




Słowacki bilet kolejowy w ruchu międzynarodowym. Bilet ten uprawnia do podróży tam i z powrotem po wyznaczonej trasie, dowolnymi rodzajami pociągów, a jego ważność wynosi 30 dni. Można go kupić w kasach międzynarodowych i dalekobieżnych. Cena jednostkowa jest tym niższa, im więcej osób podróżuje na dany bilet. Taryfa naliczana jest w zależności od dystansu i krajów przejazdu. Bilet nie obejmuje opłaty za rowery oraz miejscówek w pociągach wymagających rezerwacji. Opłaty za przewóz rowerów wnosiliśmy bezpośrednio u konduktorów, a ich wysokość była ustalana w drodze negocjacji.




Symbol Albanii. W obawie przed chińską inwazją Enver Hodża wybudował ich około 800 tysięcy - po jednym dla każdej rodziny.




Tradycyjna potrawa bałkańska w postaci tłustego, zapiekanego ciasta, faszerowanego białym, słonym serem lub mięsem. Na Bałkanach burka można kupić w piekarniach i w ulicznych budkach w miastach. Jest tani, pożywny i na ogół smaczny.




Ceny w Albanii: Albania jest krajem dość tanim, ale niestety myli się ten, kto myśli, że można tam przeżyć za pół darmo. Lata rządów Envera Hodży doprowadziły rodzimą produkcję do takiej zapaści, że obecnie w sklepach spożywczych dominują produkty z Włoch, które do najniższych nie należą. Tanie są usługi, dlatego też warto stołować się w ulicznych barach. Za 1$ można tam zjeść całkiem pokaźne danie składające się np. z bułki wypchanej mięsnymi kotlecikami. Nocleg w niskostandardowym hotelu w centrum jednego z największych albańskich miast - Szkodry i z możliwością zaparkowania rowerów w holu, kosztował jedynie równowartość 4$ od osoby. Kurs mikrobusem na odległość prawie 70 km dla 4 osób i 4 rowerów to wydatek 35$. Cena autobusu na trasie Szkodra-Tirana wyniosła równowartość 4$.
Ceny żywności w Bośni i Hercegowinie: Bardzo zróżnicowane. W centrum Sarajewa jedliśmy obiad w ulicznej restauracji i był dość tani. Na południu kraju, w strefie zamieszkiwanej przez Chorwatów, ceny dochodzą do tych chorwackich, czyli bardzo wysokich.
Ceny żywności w Chorwacji: Chorwacja jest zdecydowanie najdroższym krajem byłej Jugosławii. Ceny w sklepach przewyższają te znane nam z Włoch, czy Hiszpanii i na dodatek szybko rosną. Jeżeli chcemy ograniczyć koszty pobytu, to wyjeżdżając do Chorwacji powinniśmy się wyprowiantować w Polsce, a robi tak coraz więcej turystów zachodnich odwiedzających ten kraj. Brak dużych hipermarketów, ale istnieje sporo samoobsługowych supermarketów średniej wielkości.
Ceny żywności w Czarnogórze: Wyraźnie wyższe niż w Polsce, ale niższe niż w Chorwacji. Brak marketów, w najlepszym wypadku możemy liczyć na sklepy wielkości naszych supersamów.
Ceny żywności w Macedonii: Nieznacznie wyższe od polskich. Tanio można zjeść w ulicznych barach.
Ceny żywności w Serbii: Chyba porównywalne do polskich - byliśmy tam zbyt krótko, by to dokładnie sprawdzić.
Szczegółowa kalkulacja wszystkich naszych wydatków znajduje się na stronie: Koszty wyprawy.




Tym razem na miejsce startu dojechaliśmy pociągami. O wyborze środka transportu zadecydowała konkurencyjna oferta kolei słowackich: międzynarodowy bilet City Star. Dojazd pociągami okazał się bardziej wygodny niż przypuszczaliśmy. Wyjazd najlepiej zaplanować w środku tygodnie. Wtedy można liczyć na prawie puste pociągi, w których można spokojnie rozłożyć siedzenia i smacznie spać w śpiworach. Dojazd z Gdańska do Serbii i powrót z Macedonii do Gdańska kosztował nieco ponad 500 zł od osoby, co stanowiło połowę kosztów naszej 20-dniowej wyprawy. Należy jednak pamiętać, że mieszkamy w Gdańsku, więc kwota ta obejmuje jeszcze przejazd przez całą Polskę. Sama cena dwustronnego biletu CityStar wyniosła nieco ponad 220 zł. Rowery przewoziliśmy na korytarzach, czasem trafił się jakiś wagon bagażowy. Opłaty za przewóz rowerów wnosiliśmy bezpośrednio konduktorom, a ich wysokość była ustalana w drodze negocjacji.
Szczegółowa kalkulacja kosztów dojazdu znajduje się na stronie: Koszty wyprawy.




Drogi w Albanii: Panuje powszechne przekonanie, że drogi w Albanii są fatalnej jakości. Tymczasem coraz więcej dróg uzyskuje nowiutką nawierzchnię. Gówne drogi tranzytowe, prowadzące do przejść granicznych, są obecnie modernizowane na szeroką skalę. Miasta są zatłoczone, a ruch uliczny wygląda tak, jakby nie obowiązywały tam żadne przepisy. Poza terenami zabudowanymi ruch na drogach nie jest uciążliwy z uwagi na niski wskaźnik zmotoryzowania.
Drogi w Czarnogórze: Niezwykle malownicze, absolutne hity to:
1. Serpentyny kotorskie na trasie Kotor-Cetinje z widokiem na całą Zatokę Kotorską,
2. Zjazd zakręcającymi tunelami z Pivskiej Planiny z widokiem na Pivsko jezero w Kanionie Pivy koło miasteczka Plužine,
3. 50-kilometrowy przejazd Kanionem Tary od Mojkovaca do mostu w Đurđevića Tara,
4. Przejazd Kanionem Pivy od przejścia granicznego z Bośnią w Šćepan Polje,
5. Fragment Magistrali Jadrańskiej od Budvy do miasta Bar z widokiem na wyspę Sveti Stefan i całą czarnogórską riwierę,
6. Przejazd przez Kanion Sušicy (droga szutrowa raczej nieprzejezdna dla samochodów osobowych),
7. Droga wzdłuż południowego brzegu Jeziora Szkoderskiego,
8. Przejazd przez północny Durmitor z widokiem na Kanion Tary w najgłębszym miejscu,.
Poza tym sporo dziur i brak poboczy nawet na głównych trasach. Ruch niewielki i mało uciążliwy dla rowerzystów. Sporo emocji dostarczają nieoświetlone tunele kute bezpośrednio w skałach. Miejscami można odnieść wrażenie, że długość trasy prowadzącej wewnątrz tuneli dorównuje tej w otwartym terenie. Po każdorazowym wjechaniu do tunelu ogarniają nas kompletne ciemności i jakiś czas zupełnie nie widać drogi. Rowerowa lampka na niewiele się tu przydaje. Po wybudowaniu tunelu na głównej drodze z Podgoricy do portu Bar, ruch na górskich drogach prowadzących nad morze prawie zamarł. Drogi boczne potrafią być niezwykle kręte, co dodaje im uroku. Odcinki szutrowe są twarde i wygodne dla rowerów.
Drogi w Macedonii są dobrej jakości, a ruch znikomy.
Drogi w Bośni i Hercegowinie: Nawierzchnia jest na ogół dobrej jakości, ale wiele głównych tras jest bardzo wąskich. Na trasie Mostar-Chorwacja panuje spory ruch.




Właściwie Enver Hoxha, 1908-1985. Fanatyczny, komunistyczny dyktator rządzący Albanią od 1944 r. aż do śmierci w 1985 r. Prowadził politykę izolacji, zrywając stosunki kolejno z Jugosławią, Związkiem Radzieckim i na koniec z Chinami w 1977 r. Wcześniej, w 1967 roku, wprowadził całkowity zakaz wyznawania wszelkich religii, ogłaszając Albanię pierwszym na świecie krajem ateistycznym. Obywatelom Albanii nie wolno było też podróżować za granicę i posiadać prywatnych samochodów. W obawie przed interwencją ZSRR, a następnie Chin, Hodża wybudował około 800 tys. betonowych bunkrów, które dziś są stałym elementem albańskiego krajobrazu. Po śmierci Hodży w 1985 roku kraj był kompletnie zrujnowany gospodarczo, kulturalnie i społecznie. Dziś Albania powoli odradza się, ale piętno rządów fanatycznego dyktatora jeszcze przez wiele lat będzie ważyło na życiu jej mieszkańców.




Przekraczaliśmy je bez większych problemów, choć w większości oddzielają zantagonizowane ze sobą kraje. Przy wjeździe do wszystkich krajów bałkańskich nie obowiązują Polaków wizy oraz opłaty graniczne. Co ciekawe, z opłaty granicznej za wjazd do Albanii zwolnieni są jedynie obywatele Polski i Słowacji, pozostałych obowiązuje podatek w wysokości 10 euro za osobę.




Mimo że języki serbski, chorwacki, bośniacki i macedoński należą do grupy języków słowiańskich, to zrozumienie ich dla Polaka jest dużo trudniejsze niż na przykład języka słowackiego. Języki serbski, chorwacki i bośniacki istniały do niedawna pod zbiorczą nazwą języka serbsko-chorwackiego, jednak po rozpadzie Jugosławii rozwijają się osobno, ze szczególnym uwydatnianiem różnic. Język macedoński jest z kolei bardzo podobny do języka bułgarskiego. W Serbii oraz Czarnogórze bardzo zaskoczyła nas dość rozpowszechniona znajomość języka angielskiego. W Bośni oraz Chorwacji najbardziej popularnym językiem obcym jest niemiecki.




Chyba największa atrakcja Czarnogóry, niezwykle malowniczy element krajobrazu. Drogi poprowadzone głębokimi i wąskimi kanionami przechodzą przez niezliczone tunele.




Bardzo popularna w Albanii przydrożna myjnia samochodowa. Typowy lavazh składa się z zardzewiałej beczki, gumowego węża, wody tryskającej z węża i faceta, który pełni rolę operatora tegoż węża.




Mieszkańcy przeważającej części Bałkanów są bardzo życzliwie nastawieni wobec turystów. Nasz przejazd wywoływał bardzo pozytywne reakcje i bardzo często spotykaliśmy się z wyrazami sympatii, takimi jak pozdrowienia i oklaski.
Albania: Po latach izolacji ludzie wydają się być ciągle przytłumieni i bardzo negatywnie nastawieniu do własnego kraju. Kilka razy spotkaliśmy się z wypowiedziami mający ogólny wydźwięk taki, że wszędzie jest dobrze, ale za to w Albanii beznadziejnie. Nastawienie to jest chyba głęboko zakorzenione w świadomości Albańczyków. Kierowca mikrobusu, którym jechaliśmy do Macedonii, krytykował jakość drogi, mimo że pokonywaliśmy akurat nowiutki odcinek górskiej serpentyny z gładziutką nawierzchnią i profilowanymi, szerokimi zakrętami. On tymczasem stwierdził, że drogi są dobre w Niemczech, w Ameryce, w Polsce, a tu beznadzieja, sami zresztą widzicie.
Chorwacja: Kraj równie piękny, co skomercjalizowany. Chorwaci przywykli już do widoku turystów i patrzą na nich przez pryzmat portfela, a szczególnie jego grubości. Jedyne przykre zdarzenia spotkały nas w Chorwacji. Gdy w miejscowości Makarska pakowaliśmy nasze bagaże do autobusu, kierowca ponaklejał przylepki bagażowe na każdy pojedynczy przedmiot (sakwa, śpiwór, karimata, siatka z zakupami). Nieświadomi, co się święci, zapakowaliśmy te wszystkie pakunki do luku bagażowego. Gdy autobus ruszył drugi kierowca zażądał od nas zapłaty po 7 kun (prawie 5 zł) za każdą rzecz przewożoną w luku bagażowym, a za rowery po 20 kun. Gdy zaprotestowaliśmy, wskazując, że inni podróżni płacili jednorazowo taką samą opłatę za olbrzymie walizy podróżne, kierowca zatrzymał autobus i powiedział, że nie ruszy póki nie zapłacimy.
Serbia, Czarnogóra, Macedonia: Bardzo pozytywne nastawienie do Polaków i Polski. Nikt nie myli słowa "Poland" z "Holland", a stwierdzenie, że przyjechaliśmy z Polski nie napotka na zdumiony wyraz twarzy i pytanie, a gdzie to jest (jak to często bywa w Europie Zachodniej). Gdy w jednej z wiosek w Macedonii fotografowałem babinki niosące chrust, jedna zagadnęła, skąd jesteśmy. Gdy odpowiedziałem, że z Gdańska w Polsce, uśmiechnęła się tylko i powiedziała: aaa z Gdańska, nad morzem.




Może brzmi to dość niewiarygodnie, ale mercedesy to najbardziej popularna marka samochodów w Albanii. W dużych miastach markę mercedes nosi co drugi pojazd, natomiast na prowincji udział mercedesów sięga nawet 80%.




Albania: W terenach zurbanizowanych znalezienie noclegu nie jest łatwe z uwagi na sporą gęstość zaludnienia. Przedmieścia dużych miast rozciągają się wzdłuż głównych dróg na wiele kilometrów. Można za to znaleźć tanie hotele lub kwatery (za "hotel" w Szkodrze płaciliśmy 3,3 euro od osoby, a za kwaterę w Elbasan po 5 euro).
Czarnogóra: Czarnogóra jest stworzona do biwakowania na dziko. Znalezienie odpowiedniego miejsca na rozbicie namiotu w większości przypadków nie stanowi żadnego problemu, a obozowanie jest szczególnie przyjemne wiosną, gdy trawa jest soczysta, a woda w potokach płynie wartko. Zupełnym niepowodzeniem zakończyła się próba znalezienia miejsca pod namiot na obrzeżach Kotoru, podczas naszego pierwszego pobytu w Czarnogórze.
Chorwacja: Nad morzem niezwykle trudno znaleźć choćby kawałek miejsca na nocleg w namiocie. Podczas pierwszego pobytu w Chorwacji zdarzało się nam jechać nawet po 20 km w poszukiwaniu noclegu, by potem spocząć w jakiś chaszczach. Płaskich, niezagospodarowanych miejsc w zasadzie już nie ma, więc ciężko się gdzieś wcisnąć. Trochę lepiej jest w głębi lądu, choć i tu nie jest z tym najłatwiej.




Na Bałkanach osły są popularnym zwierzęciem jucznym. Dość często widuje się osły wykorzystywane jako zwierzęta wierzchowe, rzadziej jako pociągowe. Z przejawami największego eksploatowania osiołków spotkaliśmy się w Albanii.




Referendum niepodległościowe w Czarnogórze odbyło się 21 maja 2006 r., czyli półtora tygodnia po naszym pobycie. Emocje towarzyszące gorącej kampanii były aż nadto widoczne. Zwolennicy niepodległości wywieszali z okien domów i pędzących samochodów flagi narodowe, a rząd fundował bilety lotnicze dla Czarnogórców, którzy przybędą na głosowanie z Europy Zachodniej. Głównym oponentem niepodległości były władze serbskie, przy wymiernym wsparciu patriarchatu serbskiej cerkwi prawosławnej. Na darmowe bilety kolejowe mogli liczyć wszyscy Czarnogórcy mieszkający w Serbii. Ostatecznie za niepodległością opowiedziało się 55,5% obywateli przy frekwencji sięgającej ponad 86%. O przekroczeniu podwyższonego przez UE progu (55%) zadecydowało 2095 głosów.




Właściwie Gjergj Kastrioti Skenderbeu, 1405-1468. Legendarny przywódca albańskiego powstania przeciwko panowaniu Osmańskiemu. Obecnie jego imieniem nazywa się wiele obiektów publicznych w Albanii, w tym główny plac w Tiranie, na którym stoi również pomnik konny Skanderberga. Na szkołę, noszącą imię Skanderberga, natknęliśmy się nawet w Czarnogórze (w południowo-wschodniej części kraju zamieszkałej przez Albańczyków).




Najbardziej widoczne są w Bośni i Hercegowinie. W centrum Sarajeva i Mostaru wciąż stoi wiele zrujnowanych budynków, a ślady po pociskach są tak powszechne, jak eternit na polskiej wsi 20 lat temu.




Albania: Jakiś czas temu w albańskich kolejach zabroniono przewozu rowerów i zakaz ten jest bezwzględnie egzekwowany. Rowery za to bez problemu i żadnych dodatkowych opłat przewieźliśmy autobusem relacji Szkodra-Tirana (cena 4$) oraz mikrobusem-taksówką z Elbasan do granicy macedońskiej (niecałe 9$ za osoborower).
Macedonia: Przewóz rowerów w pociągu jest bezpłatny. Wagony były zbliżone wyglądem do naszych pośpiechów, a rowery ustawiliśmy obok kibla.
Bośnia i Hercegowina: Rowery przewoziliśmy na trasie Sarajewo-Mostar wstawiając je do części otwartej przedziału. Biletów na rowery nie zdołaliśmy kupić w kasie, gdyż podobno zajmują się tym konduktorzy. Konduktor zażądał natomiast takiej kwoty, że do dziś nie mogę pozbyć się tych kilku siwych włosów, których się wtedy nabawiłem. Pokazywał na to nawet jakieś papiery, ale na szczęście, w drodze negocjacji, udało nam się zbić wyjściową kwotę do akceptowalnego poziomu 5 KM za rower (około 10 zł). Na osobną uwagę zasługiwał sam pociąg, który był darem kolei szwedzkich. Był to stary, odkurzony z bocznicy, egzemplarz w stylu retro. Całe wnętrze wykończono w naturalnym drewnie, nie zapominając nawet o takich szczegółach, jak rozkładany przewijak dla matki z dzieckiem w osobnym pomieszczeniu.
Serbia: Przewóz rowerów głównym traktem kolejowym w kierunku wybrzeża czarnogórskiego nie był zupełnie prosty. Najpierw kupiliśmy bilety dla siebie oraz miejscówki (skuteczna próba wyegzekwowania w pociągu naszych miejscówek wzbudziła powszechne zdziwienie wśród współpasażerów). Rowery natomiast należało nadać na bagaż w magazynie nr 1, którego szukaliśmy na zapleczu belgradzkiego dworca dobrą godzinę. Następnie, przez jakiś czas, nad naszymi rowerami wisiało widmo przetransportowania do wagonu bagażowego przy użyciu wózka elektrycznego, razem z innymi paczkami i tobołami. Szybko jednak odnaleźliśmy kierownika magazynu, który wprowadził nas w tajniki nadawania rowerów na bagaż, a do wagonu odstawiliśmy je sami.




Najwięcej tuneli jest w Czarnogórze. Czarnogórskie tunele są nieoświetlone i kute bezpośrednio w skale (bez betonowych ścian i stropów). Najbardziej widowiskowe tunele znajdują się na zjeździe z Pivskiej planiny do Kanionu Pivy. Mimo że są krótkie, w większości z nich nie widać wylotu, gdyż zakręcają o 180 stopni (wykute są na nawrocie serpentyny).




Tereny krasowe, do których w przeważającej części zalicza się obszar byłej Jugosławii, mają to do siebie, że są bardzo ubogie w wody powierzchniowe. Szczególnie uciążliwe jest to latem, gdy wysycha większość rzek i zanikają nieliczne jeziora.
© Przemysław Remigiusz Kitliński 2006-2016