strona główna      o nas      co nowego      statkol      linki      księga gości
Ranking noclegów

średnia ocena: 11,2/23 pkt.

Justyna: 10,9 pkt., Remigiusz: 10,5 pkt., Ewa: 12,3 pkt., Michał: 11,2 pkt.


Dawno już nie mieliśmy tak zróżnicowanych i tak malowniczych noclegów. Wadą była konieczność rozbijania namiotów na ostrym żużlu. Dostęp do słodkiej wody możliwy był tylko na specjalnych polach biwakowych (zona de acampada lub zona recreativa).

 

1. Presa de las Niñas - zona de acampada
(Gran Canaria, 891 m n.p.m.)

17,3/23 pkt.: Justyna-15, Remigiusz-15, Ewa-20, Michał-19

 

Zona de acampada to inaczej pole biwakowe. Ich największą zaletą były starannie utrzymywane ubikacje i umywalki. Przylegające do pól biwakowych zony recreativy wyposażone były w kamienne stoły i ławki oraz murowane paleniska. Miejscowi wykorzystywali je głównie do grillowania. Dzień, w którym dotarliśmy do zony de acampada przy zbiorniku Presa de las Niñas był dniem krytycznym. Za możliwość kąpieli byliśmy w stanie zapłacić każdą cenę. Teraz wreszcie mogliśmy nadrobić zaległości. Namioty rozbiliśmy w ustronnym miejscu z ładnym widokiem na okolicę. Obok przepływał strumień.

 

2. Papagayo - plaża Puerto Muelas
(Lanzarote, 2 m n.p.m.)

14,8/23 pkt.: Justyna-15, Remigiusz-16, Ewa-13, Michał-15

 

Przed każdym wyjazdem na wyprawę po terenach nadmorskich marzy mi się nocleg na samotnej plaży. Niestety takich samotnych plaż jest coraz mniej. Tym razem mieliśmy sporo szczęścia. Po pięknym zachodzie słońca na Punta de Papagayo zjechaliśmy na sąsiednia plażę. Namioty stanęły na piasku przy skale wulkanicznej. Wykąpaliśmy się w oceanie. Rankiem obudził nas równie malowniczy wschód słońca. Natalka i Madzia turlały się z piaskowej wydmy i pluskały w wodzie. Na pobliskim nieczynnym kempingu odkryliśmy działający kibelek oraz bieżącą wodę do mycia. Miejscówkę opuściliśmy po 11.

 

3. Pinar de Chio - pole żużlowe koło zona de acampada
(Teneryfa, 1570 m n.p.m.)

13,0/23 pkt.: Justyna-13, Remigiusz-14, Ewa-11, Michał-14

 

Na pole biwakowe pod wulkanem Teide dotarliśmy tuż przed zachodem. Była niedziela, więc zona tętniła życiem. Na parkingu stał też wóz z napisem Cabildo de Tenerife, co oznaczało, że w zonie są ludzie odpowiedzialni za jej dozór. Mieliśmy już dosyć tłumaczenia się z powodu nie posiadania pozwoleń, więc tym razem postanowiliśmy nocować poza obrębem zony. Namioty rozbiliśmy na drobnym żużlu. Późnym wieczorem skorzystaliśmy z sanitariatów w zonie. Rano obudziliśmy się w promieniach słońca z pięknym widokiem na sąsiednią wyspę, Gomerę.

 

4. Llanos de la Pez - zona recreativa
(Gran Canaria, 1690 m n.p.m.)

12,5/23 pkt.: Justyna-9, Remigiusz-11, Ewa-15, Michał-15

 

To nasz pierwszy nocleg w zonach. Miejsce wyglądało sympatycznie, ale ostatecznie nawet nie skorzystaliśmy z dobrodziejstwa łazienki. Po zachodzie słońca temperatura błyskawicznie spadła poniżej 10°C, więc pozostało nam jedynie nagotować herbaty. Rankiem było tylko 7 stopni. Gęsty las utrudniał dostęp promieniom słonecznym, więc dość niemrawo szło nam wstawanie. Temperatura nieco nam podskoczyła, gdy facet sprzątający zonę zaczął dopytywać o permiso na spanie. Kwit ten można było wyrobić tylko w Las Palmas, więc jego żądania brzmiały absurdalnie.

 

5. Montañas del Fuego - pole żużlowe pod Caldera Blanca
(Lanzarote, 283 m n.p.m.)

12,0/23 pkt.: Justyna-13, Remigiusz-10, Ewa-13, Michał-12

 

Nocleg wewnątrz krateru wulkanicznego był jedynym niespełnionym marzeniem podczas tej wyprawy. Szansa na jego spełnienie była właśnie w Górach Ognistych. Jeden z mniejszych wulkanów obok Caldera Blanca miał pokaźną wyrwę w ścianie. Do środka można było bez problemu wjechać. Niestety nie wyrobiliśmy się z planem na czas i marzenie pozostało jedynie marzeniem. Na osłodę los obdarzył nas przepięknymi widokami na Caldera Blanca, zarówno o zachodzie, jak i wschodzie słońca. Biwakowaliśmy na żużlu, na maleńkim parkingu przy szutrowej drodze.

 

6. Pájara - żużlowy skwer w parku miejskim
(Fuerteventura, 197 m n.p.m.)

12,0/23 pkt.: Justyna-10, Remigiusz-12, Ewa-12, Michał-14

 

Dojeżdżając do Pájary liczyliśmy na nocleg u gospodarza. Jednak po pierwszej zdecydowanej odmowie zapał nam osłabł. Zaczęliśmy więc wypytywać mieszkanców o jakąś dogodną miejscówkę. Dwóch wskazało na park miejski. Początkowo mieliśmy obawy co do legalności i bezpieczeństwa takiego rozwiązania. By nie wzbudzać nadmiernego zainteresowania, namioty rozbiliśmy po zmroku. Kolację zjedliśmy na wygodnych parkowych stołach, a wieczornej kąpieli zażyliśmy w pobliskim szalecie wyposażonym w umywalki z dość ciepłą, ale słonawą wodą.

 

7. El Cotillo - wydmy koło latarni morskiej Faro de Tostón
(Fuerteventura, 4 m n.p.m.)

11,3/23 pkt.: Justyna-12, Remigiusz-9, Ewa-14, Michał-10

 

Północno-zachodni kraniec Fuerteventury to miejsce o wyjątkowo silnych wiatrach. Linia brzegowa jest poszarpana, a plaże piaszczyste. W płytkich zatoczkach trenują początkujący windsurferzy, a na potężnych falach ich bardziej doświadczeni koledzy. Nas w te strony zwabił symbol kempingu umieszczony na mapie. Niestety ani kempingu, ani choćby pola biwakowego tam nie było. Było za to sporo tabliczek zabraniających biwakowania. Nie pierwszy i nie ostatni raz pomyśleliśmy, a miejscówka znaleziona przez Michała była równa i osłonięta od wiatru.

 

8. Puerto de la Torre - zatoka z czarną plażą
(Fuerteventura, 5 m n.p.m.)

11,0/23 pkt.: Justyna-10, Remigiusz-12, Ewa-14, Michał-8

 

Na Fuerteventurze wylądowaliśmy późnym wieczorem. Tamtejsze lotnisko jest zamykane na noc, więc musieliśmy się gdzieś przenieść. Aby oszczędzić sobie szukania po nocy na chybił trafił, okolice lotniska przejrzałem jeszcze przed wylotem w Google Earth. Zatoka Puerto de la Torre koło Las Salinas okazała się bardzo dobrym wyborem. Rano tak nie mogłem doczekać się pierwszych kanaryjskich widoków, że wstałem jeszcze przed wschodem na małą sesję foto. Na panoramki załapały się nasza zatoka, czarna plaża i okoliczne wzgórza.

 

9. Chipeque - polana w lesie piniowym
(Teneryfa, 1900 m n.p.m.)

10,8/23 pkt.: Justyna-10, Remigiusz-10, Ewa-12, Michał-11

 

Las piniowy na Teneryfie rozpościera się od mniej więcej 900 m n.p.m. do 1950. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, wskutek nadmiernego wyrębu, jego obszar był kilkakrotnie mniejszy. Przy leśnej drodze prowadzącej do naszej polany natknęliśmy się na bardzo ciekawe urządzenie służące do pozyskiwania wody z chmur. Między drzewami rozpostarta była wielka siatka o gęstym zaplocie, pod nią lej prowadzący do podziemnego zbiornika. W ten sposób można pozyskać do trzech litrów wody na dobę z każdego metra kwadratowego siatki. Tego dnia pułap chmur był na nasze szczęście dużo niższy.

 

10. Tetir - skwer koło cmentarza
(Fuerteventura, 290 m n.p.m.)

10,5/23 pkt.: Justyna-11, Remigiusz-9, Ewa-12, Michał-10

 

Miejscówkę znaleźliśmy w trybie awaryjnym, po zmroku. Skwer był tuż przy drodze, na metrowym wyniesieniu. Trochę się nasiłowaliśmy wnosząc tam rowery i przyczepy. Wcześniej zastanawialiśmy się nad ulokowaniem na placu w centrum miasteczka, ale ostatecznie przenieśliśmy się na obrzeża. Rankiem obudziliśmy się w chmurze, która spowiła całą okolicę. Najpiękniejsze widoki ukazały się po przejściu chmury. Bardzo ciekawie wyglądały też okoliczne pajęczyny. I w taki sposób nocleg, który na początku wydawał nam się jednym z najgorszych, przeobraził się w jeden z najbardziej malowniczych.

 

11. Punta de Teno - skalna półka nad brzegiem oceanu
(Teneryfa, 7 m n.p.m.)

10,0/23 pkt.: Justyna-9, Remigiusz-9, Ewa-10, Michał-12

 

Miejscówka znaleziona przez Michała to najbardziej niesamowite miejsce, w jakim mieliśmy okazję nocować na tej wyprawie. Pierwszym zwiastunem, że szykuje się coś niezwykłego, była droga dojazdowa. Dziesięć kilometrów przed przylądkiem pojawiły się ogromne tablice z informacją w czterech językach, że podczas deszczu i wiatru droga jest zamknięta. Gdy dojechaliśmy do jej najwyższego punktu, przekonaliśmy się, że ostrzeżenia nie były na wyrost. Droga była wąziutkim paskiem asfaltu przyklejonym do pionowej skały. Dwieście metrów pod nami huczał ocean, a pionowa skała ponad nami miała drugie tyle wysokości. Przy murku oddzielającym nas od przepaści leżało sporo skalnych odłamków. Ślady na jezdni po ich upadku przypominały dziury po pociskach. Z wielką ulgą przyjęliśmy fakt, że około kilometrowy odcinek tej drogi przebiega w tunelu. Tunel był ciemny i mokry, ale dla nas stanowił realną ochronę. Kolejne wątpliwości pojawiły się wieczorem, gdy rozbijaliśmy obóz. Miejscówka wydawała się idealna pod nasze namioty, ale siła, z jaką fale oceanu uderzały w brzeg, budziła grozę. Nie wiedzieliśmy, czy czeka nas przypływ, czy odpływ, i czy nasza półeczka przetrwa do rana. Emocje były spore, a w nocy śniło mi się, że woda wlewa się do namiotu.

 

12. Tindaya - miniarena przy boisku
(Fuerteventura, 182 m n.p.m.)

10,0/23 pkt.: Justyna-10, Remigiusz-8, Ewa-12, Michał-10

 

Nocleg w Tindayi to kolejny z serii noclegów na Fuerteventurze, które zlokalizowane były w centrach tamtejszych wiosek. Nigdy wcześniej nie praktykowaliśmy na taką skalę spania "na widoku" w miejscach ogólnodostępnych. Trzeba jednak przyznać, że pomimo towarzyszącej nam niepewności, wszystkie noclegi były bezpieczne i spokojne. W Tindayi jedynym niezapowiedzianym gościem był miejscowy pies, z którym Natalia i Madzia urządziły sobie sesję foto. Jak widać ze zdjęć, pies prawdopodobnie miał pchły.

 

13. La Esperanza - zona recreativa Las Raices
(Teneryfa, 990 m n.p.m.)

10,0/23 pkt.: Justyna-8, Remigiusz-8, Ewa-14, Michał-10

 

Do zony, która znajduje się jakieś 2-3 km od drogi na Teide, doprowadziły nas drogowskazy. Chwilę wcześniej mijaliśmy kemping, ale po raz kolejny usłyszeliśmy, że to teren prywatny i turystów nie przyjmują. Do czego służą kempingi na Wyspach Kanaryjskich, do dziś nie udało się nam ustalić. Faktem pozostaje, że przez trzy tygodnie nie udało się nam skorzystać z żadnego. Zona Las Raices też nie była zbyt atrakcyjna. Brakowało największej zalety, czyli łazienki. Rano pojawił się za to facet w zielonym mundurze i dopytywał się o permiso. Był przy tym wyjątkowo zasadniczy, ale udaliśmy, że dopiero co przyjechaliśmy.

 

14. Costa Teguise - portowe nieużytki koło wraku Telamon
(Lanzarote, 10 m n.p.m.)

7,5/23 pkt.: Justyna-10, Remigiusz-9, Ewa-7, Michał-4

 

Z Arrecife odpływaliśmy w całodniowy rejs na Gran Canarię. Do przystani promowej, położonej kilka kilometrów na północny-wschód od miasta, przybyliśmy wieczorem. Prom odpływał nazajutrz. Początkowo próbowaliśmy przekonać ochronę portu, by pozwolili pozostać nam w poczekalni promowej. Niestety zgody nie było. Zbadaliśmy również warunki na plaży przyportowej, ale tam nie było szans na jakąkolwiek dyskrecję. Ostatecznie wylądowaliśmy na lokalnych nieużytkach usytuowanych między portem, fabryką i autostradą.

.... najgorszy nocleg:
 

15. Pasito Blanco koło Maspalomas - nieużytki
(Gran Canaria, 43 m n.p.m.)

5,8/23 pkt.: Justyna-8, Remigiusz-5, Ewa-6, Michał-4

 

Przyjeżdżając do Maspalomas liczyliśmy na nocleg z solidną łazienką. Po objechaniu połowy miasta okazało się, że kempingów tu nie ma, a kwatery w bungalowach, których było pełno, nie chciano nam wynająć na jedną noc. Zrezygnowani ruszyliśmy do kolejnego kempingu na trasie, kilka kilometrów za miastem. Tam tradycyjnie powiedziano nam, że na kempingi turystów nie przyjmuje się. Prawdopodobnie domki służyły jako mieszkania socjalne. W obliczu takich niepowodzeń zalegliśmy na zapleczu owego kempingu, przy ujściu cieku o nieprzyjemnej woni. Wbrew pozorom sam plac pod namioty był całkiem równy i można się było wyspać.



Zasady oceny noclegów:
1. Ocenie podlegają tylko noclegi bezpłatne.
2. Ocena przebiega wg 4 kryteriów + bonus nadzwyczajny
   a) warunki noclegowo-pobytowe - punktacja od 0 do 5,
     czyli jak wyglądało miejsce pod namioty i jego otoczenie, czy była trawka, czy może brud i malaria, no i w jakich warunkach przyszło nam spożywać.
   b) warunki higieniczno-sanitarne - punktacja od 0 do 5,
     czyli czy można było się ochlapać wodą.
   c) poczucie bezpieczeństwa - punktacja od 0 do 5,
     czyli jak wysokie było prawdopodobieństwo, że ktoś przyjdzie i zwędzi nasze bidony.
   d) walory krajobrazowe - punktacja od 0 do 5,
     czyli w jakiej okolicy spaliśmy, czy był to zagruzowany barak, czy może łączka w górskiej kotlinie.
   e) bonus nadzyczajny - każdy przyznaje punkty wedle uznania od minus 3 do plus 3,
     np. w sytuacji gdy na noclegu objedliśmy się winogronkami, lub spotkaliśmy pana, który twierdził, że jest duchem.

© Przemysław Remigiusz Kitliński 2006-2016