strona główna      o nas      co nowego      statkol      linki      księga gości
Informacje praktyczne
(subiektywne porównanie Armenii i Gruzji)
ATRAKCJE      BEZPIECZEŃSTWO      CENY      DOJAZD      DROGI      KRAJOBRAZY      KULINARIA      LUDZIE      MAPY      NOCLEGI      ZABYTKI     

zakres ARMENIA GRUZJA
bezpieczeństwo + 0
ceny i zaopatrzenie 0 +
dojazd i transport + +
drogi i bezpieczeństwo na drogach + -
krajobrazy i ukształtowanie terenu + +
kulinaria - +
ludzie + 0
mapy i oznakowanie dróg 0 +
noclegi 0 +
zabytki ++ +
podsumowanie 6 na plusie 6 na plusie


Dość często Gruzja uważana jest za najciekawszy kraj Zakaukazia. Faktycznie zakres atrakcji oferowanych przez Gruzję jest niezwykle różnorodny: wysokie góry, płaskowyże, półpustynne równiny i morze, stare klasztory i twierdze, obronne góralskie wioski, skalne miasta, kilka średniowiecznych miasteczek i stolica z zachowaną historyczną zabudową. Do tego niezwykle gościnni mieszkańcy i różnorodna kuchnia z rodzimymi winami.
Armenia, z pozoru mniej atrakcyjna, okazuje się krajem równie ciekawym, a przy tym zaskakująco różnym od Gruzji. Dlatego też ani przez chwilę nie żałowaliśmy, że dane nam było odwiedzić obydwa kraje rok po roku. Subiektywne porównanie, które przygotowaliśmy, pokaże pewne mniej, lub bardziej istotne różnice, które zauważyliśmy podczas obydwu wypraw. Ważne, że wynik końcowy jest remisowy - obydwa kraje są równie interesujące i przyjazne dla podróżników.




I Gruzja, i Armenia są krajami o nieuregulowanych stosunkach z sąsiadami. Obydwa kraje stosunkowo niedawno uwikłane były w konflikty zbrojne. Fakty te nie miały jednak większego znaczenia dla odczuwanego przez nas poczucia bezpieczeństwa. W Gruzji widać bardzo dużo policji, która ma wyraźny autorytet i wygląda na dobrze wyposażoną. Policjanci kilka razy interesowali się naszą sytuacją. Można było odczuć, że w razie jakiegokolwiek wypadku będzie się do kogo zwrócić o pomoc. Władze centralne w Gruzji nie mają jednak kontroli nad dwoma regionami, Abchazją i Osetią Południową, a na terenie rozciągającym się pomiędzy nimi turystom przydzielana jest eskorta policyjna (nie byliśmy, ale znamy z innych relacji). W Armenii takie problemy nie występują, policja jest mniej zauważalna, a Ormianie sprawują kontrolę nad częścią Azerbejdżanu (region Górskiego Karabachu i okolice).
W kategorii bezpieczeństwo nieco wyżej oceniamy Armenię.




W obydwu krajach ceny były zbliżone do polskich. Zaopatrzenie sklepów, szczególnie w zakresie produktów spożywczych, nieco lepsze było w Gruzji. W sytuacji awaryjnej udało się nawet kupić oponę rowerową, o czym w Armenii można by tylko pomarzyć. Tutaj plus dla Gruzji.




Do obydwu krajów można dolecieć samolotem bezpośrednio z Warszawy. W obydwu można liczyć na łatwe wynajęcie marszrutki w bardzo podobnej cenie, tj około 300 zł za 100 km. W tej kategorii obu krajom należy się plus.



Drogi główne są asfaltowe, drogi boczne to szuter lub bardzo zniszczony asfalt. W obu krajach jest pod tym względem podobnie, z małym "ale". W Gruzji widzieliśmy więcej dróg nowych o dobrej nawierzchni. Jedną z takich bardzo dobrych dróg jest trasa Achalciche - Tbilisi o bardzo małym ruchu. Trochę większy ruch jest z Tbilisi do Telawi przez przełęcz Gombori. W Armenii dużo trudniej było o nowe drogi z równą nawierzchnią. Armenia ma jednak bardzo poważną zaletę. Ruch na owych drogach jest znacznie mniejszy, a kierowcy wydają się być dużo uważniejsi. Po Gruzji porusza się o wiele więcej samochodów, a jazda jest niezwykle niebezpieczna. Z przykrością muszę powiedzieć, że w prywatnym rankingu bezpieczeństwa na drogach, Gruzję oceniam zdecydowanie najniżej spośród krajów, w których dotąd byłem.
W tej kategorii plus dla Armenii i minus dla Gruzji.




Obydwa kraje są pod tym względem niezwykle atrakcyjne, ale również wymagające. W Gruzji znajdziemy więcej terenów płaskich, ale i góry są wyższe. W Armenii możemy zakosztować kąpieli w największym jeziorze na Zakaukaziu, w Gruzji w Morzu Czarnym. I tu, i tu możemy podjeżdżać na wysoki przełęcze, możemy jechać wiele kilometrów po płaskowyżach i zjeżdżać między pionowymi ścianami skalnych kanionów. Obydwu krajom należą się tu duże plusy.




Nie owijając w bawełnę, w tej kategorii Gruzja bije Armenię na głowę. Kuchnia gruzińska jest w porównaniu do ormiańskiej zdecydowanie bardziej różnorodna, a przy tym o wiele łatwiej ją zasmakować - jest więcej restauracji i wszelkich innych przydrożnych jadłodajni. Do naszego kanonu wyprawowego weszły oczywiście gruzińskie specjały, placki serowe chaczapuri, pierogi czinkali oraz biały owczy ser. Poza tym regularnie mieliśmy do czynienie z różnej maści zupami i paroma innymi potrawami, bardziej lub mniej udanymi. Bardzo smaczne były domowe kolacje zamawiane w kwaterach, w których nocowaliśmy. Niepowtarzalny smak ma również gruziński chleb, który często wypiekano na naszych oczach. Chleb ten smakował znacznie lepiej od szybko wysychającego ormiańskiego lawaszu. W Armenii, gdziekolwiek byśmy się nie zatrzymali, w menu w zasadzie zawsze był jedynie szaszłyk lub kebab.




W zeszłym roku napisałem, że duszą Armenii są jej mieszkańcy, wspaniali, niezwykle gościnni i serdeczni ludzie, bezustannie gotowi do pomocy i otwarci na przybyszów z daleka. Jadąc do Gruzji liczyliśmy conajmniej na tyle samo. Z relacji innych podróżników słyszeliśmy, że w Gruzji Polacy są bardzo lubiani. Uczucie to szczególnie przybrało na sile za sprawą zdecydowanej reakcji prezydenta Lecha Kaczyńskiego podczas ostatniej wojny rosyjsko-gruzińskiej. I co z tego wyszło? Niestety wyszło jak zwykle, gdy się człowiek zbytnio na coś nastawi. Okazało się, że Gruzini byli dużo bardziej zamknięci w sobie i nieufni, mniej spontaniczni i bardziej wyrachowani. Wyraźne odstępstwo od tej zasady nastąpiło, gdy wjechaliśmy na tereny południowej Gruzji, które są zamieszkane głównie przez... Ormian. Tak więc w tej kategorii stawiamy plusa na przyjaźń polsko-ormiańską.




W obydwu krajach używaliśmy ruskich sztabówek w skali 1:100.000, które można ściągnąć z internetu. Wprawdzie mapy te posiadają wiele nieaktualnych informacji, jak rodzaje nawierzchni dróg (tu jest najwięcej pomyłek), czy nazwy niektórych miast, ale generalnie można sobie dobrze z nimi poradzić.
Wyraźną przewagę Gruzji nad Armenią można zauważyć w oznakowaniu nazw miejscowości i tablic informacyjnych kierujących do zabytków. W tych miejscach, które przemierzyliśmy, wszystkie, nawet te najmniejsze wioseczki, miały nowe, czytelne oznakowanie nazw w językach gruzińskim i angielskim. Ponadto do wszystkich, nawet tych pomniejszych zabytków, kierowały duże tablice informacyjne stojące przy trasach przelotowych. Na większości skrzyżowań ustawiono nowe tablice kierunkowe z nazwami miejscowości w języku angielskim. To bardzo ułatwia orientację w terenie. W Armenii wielokrotnie spotykaliśmy się z tablicami tylko w języku ormiańskim, lub ormiańskim i rosyjskim, co dla niewtajemniczonych w rosyjski alfabet może stanowić spory kłopot. Tak więc tutaj 1:0 dla Gruzji.




W Armenii na każdym noclegu mieliśmy dostęp do słodkiej wody, w Gruzji nie mieliśmy już tyle szczęścia, ale i pora roku nie zachęcała nas do kąpieli w rzekach. Zdecydowanie częściej, niż kiedykolwiek wcześniej rozglądaliśmy się więc za kwaterami z ciepłą wodą. Za takie noclegi płaciliśmy od 70 do 130 zł za rodzinę. W tym ostatnim przypadku w cenę noclegu wliczone były kolacja i śniadanie. Trzeba przyznać, że te właśnie noclegi wspominamy najlepiej. Mieliśmy bowiem możliwość poznać prawdziwe domowe przysmaki kuchni gruzińskiej. Ze znalezieniem kwater nie było też wielkiego problemu. Widać tu jednak sporą różnicę pomiędzy czerpaniem korzyści z turystyki. W Armenii usługi okołoturystyczne nie są jeszcze po prostu rozwinięte. Punkt dla Gruzji.




Architektura, szczególnie architektura sakralna jest w obydwu krajach niezwykle interesująca. W końcu są to dwa pierwsze chrześcijańskie kraje na świecie. Wydaje się, że większą różnorodnością charakteryzują się zabytki gruzińskie. Obok monastyrów można jeszcze oglądać niezwykle ciekawe obronne wioski góralskie i skalne miasta. Czym innym jest jednak "oferta", a czym innym warunki z niej korzystania. W Armenii nawet klasztory wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kultury i Przyrody UNESCO nie miały kas biletowych i były zupełnie puste. W Gruzji było tłoczno, a ze względu na strój (krótkie spodnie ubrane na długie spodnie kolarskie) nie wpuszczono mnie do dwóch świątyń. Odbiór tych miejsc był więc siłą rzeczy zupełnie różny. Klasztory ormiańskie emanowały tajemniczością, a panujący wokół spokój pozwalał tej tajemniczości zakosztować.
W tej kategorii dwa plusy należą się Armenii i jeden Gruzji.
© Przemysław Remigiusz Kitliński 2006-2016