strona główna      o nas      co nowego      statkol      linki      księga gości
Ranking noclegów

średnia ocena: 13,7/23 pkt.

JK: 13,4 pkt., RK: 11,4 pkt., EN: 14,4 pkt., MN: 13,9 pkt., MG: 15,7 pkt., TG: 13,4 pkt.


Wyprawa do Gruzji po raz pierwszy w historii miała więcej noclegów płatnych pod dachem, niż tych namiotowych. Spowodowane to było przez niezbyt sprzyjającą pogodę. Szybko zapadający zmrok i chłodne, a później nawet mroźne wieczory nie sprzyjały też korzystaniu ze strumieni. Pierwsze trzy noclegi zwieńczyliśmy bardzo przyjemnymi, wieczorno-porannymi ogniskami.

 

1. Łąka nad rzeką Gomborini w Sasadilo
(trasa Tbilisi - Telawi, 950 m n.p.m.)

16,3/23 pkt.: JK-15, RK-14, EN-18, MN-17, MG-18, TG-16

 

Nocleg na łące w Sasadilo posiadał łagodny dostęp do czystej, górskiej rzeki. W rozlewisku rzecznym leżały nieprzebrane sterty suchych gałęzi, które wykorzystaliśmy na opał. Namioty rozbiliśmy w ustronnym miejscu osłonięci krzakami i naturalnym zagłębieniem terenu. Rano od miejscowych otrzymaliśmy wodę do zagotowania i zapas jabłek na dalszą drogę.

 

2. Kwetera - ruiny monastyru
(trasa Achmeta - Tianeti, 900 m n.p.m.)

15,7/23 pkt.: JK-17, RK-15, EN-18, MN-14, MG-17, TG-13

 

Namiary na Kweterę dostaliśmy od pewnej Anki z Poznania, która wróciła z Gruzji tuż przed naszym wyjazdem. Mając jasne dyspozycje odnośnie wysokiego poziomu miejscówki, parliśmy uparcie pod stromą górę, mimo zapadających ciemności. Opłaciło się. Był to chyba najprzyjemniejszy nocleg na wyprawie. Jego jedyna wada to brak wody. Nocowaliśmy na dziedzińcu dawnego monastyru, tuż przy starej cerkwi. Monastyr zajmował wierzchołek 100-metrowego wzgórza. Od drogi Achmeta - Tianeti, prowadziła tam stroma ścieżka, która na dystansie kilometra pokonywała 100 metrów różnicy wysokości. Monastyr otaczały okazałe mury obronne. Wieczór, noc i ranek były ciepłe i sporo czasu spędziliśmy przy ognisku.

 

3. Kanatia - łąka dziadka pod orzechem
(przy drodze do Szatili, 910 m n.p.m.)

15,2/23 pkt.: JK-13, RK-13, EN-13, MN-17, MG-18, TG-17

 

Pierwsze spotkanie z sympatycznym dziadkiem zaliczyliśmy jadąc do Szatili. Gdy wracaliśmy po pięciu dniach zupełnie już nie pamiętaliśmy tamtego zdarzenia. Wypatrzyliśmy z drogi atrakcyjną łąkę i zjechaliśmy w jej stronę po drewnianej kładce przewieszonej nad rzeką. I wtedy pojawił sie przed nami znajomy dziadek, z uśmiechem od ucha do ucha, zapraszając nas na swoje włości. Namioty rozbiliśmy przy rozłożystym orzechu, podjadajac sobie przy okazji skromne co nieco. Kwestią, która najbardziej nurtowała naszego gospodarza, był średni poziom zarobków w Polsce. Gdy po długim dopytywaniu odpowiedziałem wreszcie z lekka na wyrost, że u nas zarabia się około tysiąc dolarów, niedosłyszący dziadek odpowiedział: Ile? Sześćdziesiąt? Eee, to też niedużo. Ja mam 50 emerytury. Gdy już zatem okazało się, że zarabiamy niewiele, gospodarz zaczął dopytywać, kto sfinansował nam podróż do Gruzji. Postawił nawet wstępną hipotezę, którą następnie próbował kilkakrotnie potwierdzić, że na nasze wakacje łoży polski rząd. Potem podchwytliwie zapytał, o rząd gruziński, a gdy zaprzeczyłem, stwierdził chyba, że jestem mało kompetentnym rozmówcą.

 

4. Pod jesionem w wiosce Gudani
(w drodze do Szatili, 1650 m n.p.m.)

14,5/23 pkt.: JK-14, RK-9, EN-19, MN-13, MG-18, TG-14

 

W Gudani spędziliśmy aż trzy noce, w tym dwie w namiotach, przeczekując deszczowy dzień w drodze do Szatili oraz jedną w kwaterze, w drodze powrotnej z Szatili. Namioty ustawiliśmy na wzgórzu, pod dorodnym jesionem, z pięknym widokiem na okolicę. Pomimo załozenia bazy niemalże w centrum wioski, mieszkańcy traktowali nas z obojętnością. W Gudani nie było żadnego sklepu, ale na szczęście udało się nam uzupełnić zapasy. U jednego z gospodarzy kupiliśmy swojski chleb, biały ser i paliwo do kuchenki. Drugiego dnia poszliśmy też na obiadokolację do rodziny prowadzącej kwaterę. Niestety podczas naszej nieobecności jeden z wygłodniałych wiejskich psów rozdarł nasz namiot kradnąc bochen chleba.

 

5. Migriaulta - łąka z krowimi plackami
(w drodze do Szatili, 940 m n.p.m.)

14,0/23 pkt.: JK-13, RK-12, EN-15, MN-15, MG-16, TG-13

 

Łąkę w Migriaulcie uznaliśmy za najbardziej zaminowane miejsce w północnej Gruzji. Strategiczne położenie miejscówki przeważyło jednak o jej wyborze. Mieliśmy tam rzekę kąpielową, potężne zapasy gałęzi na ognisko i łatwy powrót do szosy. Nic więc dziwnego, że po zasłużonej kąpieli zasiedliśmy przy nie mniej zasłużonym ognisku i to zarówno wieczorem, jak i rankiem. To było ostatnie na tej wyprawie, ale zarazem i najbardziej okazałe ognisko. Rankiem odwiedził nas jeszcze właściciel łąki wraz ze swymi krowami.

 

6. Przy drodze pod przełęczą Datwis Dżwari
(w drodze do Szatili, 2150 m n.p.m.)

12,5/23 pkt.: JK-14, RK-11, EN-8, MN-12, MG-18, TG-12

 

Dzień, w którym nocowaliśmy pod przełęczą miał osobliwy przebieg. Pogoda była kiepska, padał deszcz, a do przełęczy brakowało nam ponad tysiąc metrów w pionie. Zdecydowaliśmy się podzielić podjazd na dwa dni. Tym samym już po niecałych 10 km od startu rozbijaliśmy namioty na nocleg. Niestety w dwóch wcześniejszych wioskach, Biso i Chachmati, nie udało się nam zdobyć jedzenia. Z odsieczą przyszła nam ekipa gruzińskiej telewizji internetowej, której wcześniej udzielaliśmy wywiadu. Z Szatili przywieźli nam chleb i ser.
W miejscu tym obserwowaliśmy też spęd owiec, które schodziły z gór przed nadchodzącą zimą. Wielkie stado owiec długo otaczało nasz obóz. Stado było prowadzone przez kilku pasterzy oraz kilkanaście owczarków kaukaskich.

.... najgorszy nocleg:
 

7. Na zapleczu baru przy Gruzińskiej Drodze Wojennej
(Pchundawi między Ananuri i Żinwali, 980 m n.p.m.)

7,8/23 pkt.: JK-8, RK-6, EN-10, MN-9, MG-5, TG-9

 

Nocleg nie był aż tak kiepski, jak wynika z rankingu. Początkowo planowaliśmy tu jedynie kolację. Gdy okazało się, że nasza biesiada przeciągnęła się do wieczora, poznany w barze Gruzin stanowczo odradził nam dalszą jazdę. Stwierdził, że wielu kierowców jeździ po pijaku, co w połączeniu z zapadającymi ciemnościami może być dla nas zbyt niebezpieczne. Rozbiliśmy się więc na zapleczu baru. Mieliśmy dostęp do wody oraz stół i ławy. Całą noc od drogi dobiegał hałas, który nie pozwalał się nam porządnie wyspać. Byliśmy za to pilnie strzeżeni przez miejscowego psiaka.





....najciekawsze noclegi płatne:
 

Opuszczony dom w wiosce Parawani
(trasa Achalkalaki - Tbilisi, 2150 m n.p.m.)

 

Do Parawani wjechaliśmy już po zachodzie słońca. Ostatni na miejsce zbiórki przybył Michał, za którym uparcie biegł jakiś niewysoki facet. Okazało się, że to miejscowy sołtys, który zaproponował nam nocleg w jednym z opuszczonych domów, nad którymi trzymał pieczę. Podobno w czasach ZSRR dom ten pełnił funkcje sanatorium dla lokalnych naukowców od przewidywania pogody. Trzeba przyznać, że od tamtego czasu zatrcił on nieco swój szyk, ale my bardzo sprawnie zaadoptowaliśmy go na nasze potrzeby. Po pierwsze, tuż przy ganku, urządziliśmy garaż dla sprzętu sportowego. Kolejne pomieszczenie posłużyło za kuchnię, a to najczystsze za sypialnię. Z uwagi na przewidywaną temperaturę w nocy grubo poniżej zera, postanowiliśmy spać wszyscy w jednym pokoju. W krótkim czasie doprowadziło to do nagrzania tego pomieszczenia aż do 17 °C. Wprawdzie sołtys Parawani bardzo zachwalał licznie zgromadzone w budynku materace i łóżka sprężynowe, ale my byliśmy w tej kwestii ostrożni, pozostając przy swoim ekwipunku. Łóżka i materace zgromadziliśmy w przechowalnię bagażu. Łazienka pozostała zupełnie niewykorzystana z powodu przerwy w dostawie bieżącej wody, trwającej mniej więcej od momentu wybudowania tego przybytku. Na koniec naszego pobytu w parawańskim sanatorium strzeliłem jeszcze tradycyjną fotkę sufitowej mikroflory wystającej spod odpadającej tapety oraz fotkę szyby, która jasno dowodziła prawdziwości twierdzenia fizyków pozostających w przekonaniu, że szkło jest jednak cieczą, a nie ciałem stałym.

 

Hotel Cicinatela w Tbilisi

 

Hotel Cicinatela, w którym spędziliśmy dwie ostatnie noce, był godnym zwieńczeniem naszych hotelowo-kwaterowych zmagań w Gruzji. Do budynku prowadził ganek z zadaszeniem sięgającym ponad chodnikiem aż do ruchliwej ulicy. Na tym luksusy się niestety kończyły. Recepcja składała się z krzesła, biurka i łóżka polowego, na którym recepcjonista spędzał noc. Jeszcze ciekawiej urządzono pokoje. Standard i różnorodność mebli wskazywała, że zwieziono je z jakichś wschodnioeuropejskich wystawek. Przed łazienką czekał na szanownych gości zestaw kapci marki Assil, rocznik 2007. Powyżej, na ścianie umieszczono ekstrawagancki włącznik światła. W łazience zaskakiwał nieco system plastikowych rurek na wodę z licznymi ślepymi odgałęzieniami. Widać też było, że kafelkarz bardzo się starał, bo większość płytek była do siebie dość podobna. Ponieważ recepcjonista nie zechciał wypożyczyć nam czajnika elektrycznego, przejściowo zmuszeni byliśmy odpalić w łazience naszego Optimusa. W pokojach, na suficie i ścianach, gościli oczywiście nasi dobrzy znajomi. Na szczęście przy oknie wisiał czekający na włączenie do gniazdka klimatyzator. Nic więc dziwnego, że ogólnie wszyscy byli z hotelu zadowoleni i nikt nie narzekał na parametry komfortu podczas transferu na lotnisko.

 

Hotel Sauna w Achalkalaki i najwygodniejszy kibel w Gruzji

 

Po wjeździe do Achalkalaki opiekę nad naszą ekipą przejął koleś o powierzchowności ormiańskiego mafioso. Czarne lakierki, białe skarpetki, złoty łańcuch i oczywiście ciemne okulary, do tego Volkswagen Jetta. W takiej eskorcie podjechaliśmy pod Hotel Sauna mieszczący się w zabytkowej willi. Tam, rzekomo specjalnie dla nas, właściciel obniżył cenę pokoi o 30%. Trzeba przyznać, że hotel trzymał klasę, a meble w naszym apartamencie przypominały dekorację z jakiegoś filmu kostiumowego. Największy wypas czekał jednak w łazience. Tamtejszy sedes zyskał miano najlepszego kibla w Gruzji. Niewtajemniczonym zdradzę, że poza barokowym kształtem, szczególnie ujęła nas ergonomiczna deska. Ergonomiczna, ponieważ sama dopasowywała się do kształtu pośladków. Wykonano ją z gąbki powleczonej chropawą folią.



Zasady oceny noclegów:
1. Ocenie podlegają tylko noclegi bezpłatne.
2. Ocena przebiega wg 4 kryteriów + bonus nadzwyczajny
   a) warunki noclegowo-pobytowe - punktacja od 0 do 5,
     czyli jak wyglądało miejsce pod namioty i jego otoczenie, czy była trawka, czy może brud i malaria, no i w jakich warunkach przyszło nam spożywać.
   b) warunki higieniczno-sanitarne - punktacja od 0 do 5,
     czyli czy można było się ochlapać wodą.
   c) poczucie bezpieczeństwa - punktacja od 0 do 5,
     czyli jak wysokie było prawdopodobieństwo, że ktoś przyjdzie i zwędzi nasze bidony.
   d) walory krajobrazowe - punktacja od 0 do 5,
     czyli w jakiej okolicy spaliśmy, czy był to zagruzowany barak, czy może łączka w górskiej kotlinie.
   e) bonus nadzyczajny - każdy przyznaje punkty wedle uznania od minus 3 do plus 3,
     np. w sytuacji gdy na noclegu objedliśmy się winogronkami, lub spotkaliśmy pana, który twierdził, że jest duchem.

© Przemysław Remigiusz Kitliński 2006-2016