Końcowy odcinek wielkiego zjazdu do miasta Wiszegrad, Bośnia i Hercegowina

Epizod eksperymentowania słoweńskiego można podsumować bardzo pozytwnie pod względem smakowym, nieco mniej pod względem finansowym. Potem nastała Chorwacja, w której nie odważyliśmy się zapytać o cenę obiadu w restauracji i musieliśmy zadowolić się zakupami w marketach. W marketach też jednak można poeksperymentować i tak właśnie zrobiłem. Kupiłem sobie pudełko twarogu z napisem "svježi sir", gdyż bardzo lubię świeży ser. - Otwieram, kożuch na wierzchu, wyrzucam. Ale po kolejnym dniu znowu przyszła mi ochota na świeży ser. - Kupiłem, otwieram, kożuch, idę do ekspedientki, ta mówi, że dobry. I tu zaczął się problem, bo nie było podstaw do wyrzucenia. Musiałem to zjeść. Potem na szczęście wyjechaliśmy z Chorwacji i zaczął się kulinarny raj w różnych kawałakch Serbii o statusie uzależnionym od aktualnej przynależności państwowej. Byliśmy zatem w Serbii leżącej na terenie Bośni i Hercegowiny, następnie w Serbii leżącej na terenie Serbii oraz w Serbii leżącej na terenie Serbii, ale usankcjonowanej jako Kosowo.