strona główna      o nas      co nowego      statkol      linki      księga gości
Ranking noclegów

średnia ocena: 15,1/23 pkt.

Justyna: 17,0 pkt., Remigiusz: 14,2 pkt., Ewa: 14,5 pkt., Michał: 14,7 pkt.


Okazuje się, że polskie noclegi są najlepsze na świecie, tak przynajmniej wskazuje nasz ranking :) Ze znalezieniem miejscówki nie mieliśmy żadnych problemów. W zasadzie każdej nocy czuliśmy się bardzo bezpiecznie i swobodnie. Aż osiem razy paliliśmy ognisko piekąc przy nim kiełbaski, czasami wieczorem i rano. Pięć razy spaliśmy tuż nad brzegiem jeziora lub rzeki.

 

1. Nad jeziorem Konie
(powiat łobeski, 85 m n.p.m.)

18,5/23 pkt.: Justyna-20, Remigiusz-19, Ewa-20, Michał-15

 

Jezioro Konie położone jest w głębokiej rynnie o stromych zboczach. Miejsce to jest trudno dostępne, a w okolicy znajduje się tylko jedno samotne gospodarstwo. Namioty stanęły na trawiastej polanie, gdzie do późnej nocy siedzieliśmy przy ognisku. Pomimo rynnowego charakteru, u ujścia niewielkiego strumienia dno jeziora było łagodne, co bardzo przypadło do gustu Natalii i Madzi. W nocy nad okolicą przeszła burza, a potężne odgłosy bijących piorunów groźnie dudniły między taflą jeziora, a ścianą lasu.

 

2. Nad jeziorem Kamienica
(powiat kołobrzeski, 25 m n.p.m.)

18,3/23 pkt.: Justyna-20, Remigiusz-17, Ewa-19, Michał-17

 

Jezioro Kamienica okazało się wyjątkowe ze względu na czystość i przejrzystość wody. Przy lokalnej szosie urządzono niewielki parking leśny z kąpieliskiem. Stały tam dwa kampery i kilka samochodów wędkarzy. My skorzystaliśmy ze ścieżki wiądącej wzdłuż brzegu jeziora zaszywając się na jednej z polan wśród pięknego bukowego lasu. Wieczorem wyruszyłem z misją zakupową do pobliskiego miasta, po czym zafundowaliśmy sobie prawdziwą ucztę przy ognisku oraz nocną kąpiel. Jedyną wadą miejscówki był zatopiony w jeziorze buk, którego gałęzie kolidowały z niektórymi akrobacjami wodnymi.

 

3. Nad jeziorem Pęczerzyno
(powiat świdwiński, 90 m n.p.m.)

17,8/23 pkt.: Justyna-20, Remigiusz-18, Ewa-20, Michał-13

 

Miejscówka nad jeziorem Pęczerzyno wydawała się być idealnie zaprojektowana pod nasz obóz. Nad samą wodą stanęły namioty, a z ich wnętrza mieliśy piękny widok na wodę. Rowery bezpiecznie ustawiliśmy pod drzewem. Nieco wyżej, na rozległej polanie, rozpaliliśmy ognisko. Wcześniej w płytkich wodach jeziora dziewczynki urządziły sobie długą kąpiel. Pewnym mankamentem była niestety słaba jakość wody w jeziorze. Rankiem wiatr przywiał w naszą stronę gruby korzuch zawiesistych pyłków i brudów, co ostatecznie ostudziło nasz zapał do kolejnej kąpieli.

 

4. Długołęka - przy szkole
(powiat goleniowski, 70 m n.p.m.)

16,5/23 pkt.: Justyna-19, Remigiusz-13, Ewa-18, Michał-16

 

Nocleg w Długołęce przypomniał mi stare dobre czasy, kiedy to spanie załatwiało się u sołtysów lub na plebaniach. Wtedy jednak nie miałem jeszcze namiotu, więc i emocje były większe. Tym razem poprosiliśmy o możliwość rozbicia obozowiska w przyszkolnym parku. Wieczorem tradycyjnie posiedzieliśmy przy ognisku piekąc kiełbaski. Od rana w szkole trwały wakacyjne porządki, dzięki czemu uzyskaliśmy dostęp do łazienki. Gdy tylko zwinęliśmy namioty, rozpadał się deszcz, który przeczekaliśmy pod dachem na szkolnym korytarzu.

 

5. Nad rzeką Wołczenicą
(powiat kamieński, 10 m n.p.m.)

16,5/23 pkt.: Justyna-20, Remigiusz-19, Ewa-12, Michał-15

 

To, że Wołczenica ma potencjał biwakowy było widać już na mapie. Dogodne miejsce z jakimkolwiek dostępem do wody udało się jednak znaleźć dopiero kilometr od drogi. Problem polegał na tym, że na łące dzielącej nas od upatrzonej miejscówki grasowały setki gzów. Marsz wzdłuż rzeczki zamienił się w krwawą jatkę. Wiele much ubiliśmy, ale straty były i po naszej stronie. Na miejscu okazało się, że kolor wody w rzece rodzi obawy odnośnie jej składu chemiczno-bakteriologicznego. Niektórzy zrezygnowali z kąpieli. Za to ognisko było wyborne, wieczorem i rano.

 

6. Skrzeszewo - polana leśna
(powiat koszaliński, 15 m n.p.m.)

16,0/23 pkt.: Justyna-20, Remigiusz-13, Ewa-15, Michał-16

 

Obóz założyliśmy na przestronnej polanie w niewielkim lesie bukowym. Punktem zaczepienia dla tej lokalizacji był ogromny konar, który posłużył nam za stół oraz podparcie dla styranych pleców na czas wieczornego ogniska. Miejscówkę można zaliczyć w zasadzie do udanych, gdyby nie incydent z siedemnastoma kleszczami, które dopadły Miachała. Z dobrze poinformowanych źródeł wiadomo jednak, że Ewa wytłukła Michałowi wszystkie kleszcze mimo, że największy z nich nie przekraczał rozmiaru powszechnie uznawanego za dostrzegalny gołym okiem.

 

7. Stare Bielice - gospodarstwo
(powiat koszaliński, 43 m n.p.m.)

15,5/23 pkt.: Justyna-17, Remigiusz-12, Ewa-15, Michał-18

 

Ostatni nocleg wyprawy, w podkoszalińskich Starych Bielicach, załatwił po znajmości Michał. Namioty stanęły obok drzewa, na którym urzędowała para bocianów z młodymi. Rolę osobistego ochroniarza ekipy przejął pies właścicieli gospodarstwa. Natalia z Madzią bardzo chętnie asystowały gospodyni w wieczornych pracach ogrodowych. Kolację jedliśmy w przydomowej altance, zagryzając na deser pyszną fasolę szparagową, którą zagotowała nam gospodyni.

 

8. Łukęcin - pod lasem
(powiat kamieński, 10 m n.p.m.)

14,3/23 pkt.: Justyna-20, Remigiusz-10, Ewa-15, Michał-12

 

Noclegi w pasie nadmorskim są zazwyczaj trudnym przedsięwzięciem. Tablice z zakazami biwakowania wiszą przy każdej przecince i mimo zachowania wszelkich środków ostrożności, nie można czuć się swobodnie. My próbowaliśmy rozbić się obok legalnego obozu kolonijnego, nie uzyskaliśmy jednak zgody. Wystarczyło jednak oddalić się 2-3 km od morza i znów zrobiło się spokojnie i swobodnie. Bardzo suche trawiaste poszycie przesądziło o braku wieczornego ogniska, choć sterta gałęzi i zapas kiełbasek czekały w gotowości. Warto też wspomnieć o mrówkach, które atakowały nas przeważającymi siłami.

 

9. Taczały - biwak nad rzeką Regą
(powiat gryficki, 40 m n.p.m.)

14,0/23 pkt.: Justyna-14, Remigiusz-16, Ewa-11, Michał-15

 

Do miejscówki nad Regą przyprowadził nas szlak rowerowy z Reska. W mieście prowadził piękną promenadą na wale przeciwpowodziowym, dalej niestety szybko przybrał tradycyjny charakter. Wzdłuż piaszczystej, czasem błotnistej, leśnej drogi wesoło wisiały tabliczki z kilometrażem i opisami walorów lokalnej przyrody. My jednak woleliśmy badać walory Regi pod kątem kąpielowym oraz walory występujących regularnie pól biwakowych. Żadna z miejscówek nie spełniała jednak wyśrubowanych norm i w ten sposób obóz założyliśmy na samym końcu szlaku, w okolicy opanowanej przez bobry. Sporym wyzwaniem było zdobycie suchego drewna na opał, ale ostatecznie piękne ognisko towarzyszyło nam wieczorem i rankiem. Dwóch zdeterminowanych panów udało się nawet do rzeki na wieczorną kąpiel. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że pamiętamy z innych wypraw kilka dogodniejszych miejscówek do mycia.

 

10. Lewice - gospodarstwo
(powiat gryficki, 23 m n.p.m.)

12,8/23 pkt.: Justyna-14, Remigiusz-10, Ewa-13, Michał-14

 

Czytałem kilka razy, że prawdziwi podróżnicy bratają się często z przedstawicielami miejscowych społeczności. Tego wieczora zatem i my zapragnęliśmy się zbratać. Niestety w pierwszej zagrodzie we wsi wszyscy wyglądali już na wystarczająco zbratanych, więc postanowiliśmy nie przeszkadzać. Odsiecz przyszła z sąsiedniego gospodarstwa. Starsza właścicielka sama zaprosiła nas na swoją posesję, dając plac pod namioty z soczyście zieloną trawą. Wieczorem pogadaliśmy trochę o problemach dnia powszedniego i poszliśmy spać z poczuciem spełnienia podróżniczej misji.

 

11. Ściernisko koło miasta Złocieniec
(powiat drawski, 133 m n.p.m.)

11,8/23 pkt.: Justyna-12, Remigiusz-11, Ewa-12, Michał-12

 

Zanim zalegliśmy na ściernisku próbowaliśmy bez powodzenia nieco ambitniejszych miejscówek. Jezioro okazało się jednak mulistym bagienkiem z grubym kożuchem brudu na powierzchni, a pobliska rzeka była kompletnie zarośnięta. Atutem naszej miejscówki był z pewnością rozległy widok. Z niedalekiego lasu udało się też przyciągnąć suchy konar sosnowy, którym opalaliśmy pierwsze wyprawowe ognisko.

.... najgorszy nocleg:
 

12. Mrzeżyno - torfowisko nad rzeką Regą
(powiat gryficki, 2 m n.p.m.)

9,3/23 pkt.: Justyna-8, Remigiusz-12, Ewa-4, Michał-13

 

To był jeden z najbardziej kontrowersyjnych noclegów ostatnich lat, a punktacja przyznana przez poszczególne osoby była dyskutowana jeszcze w pociągu powrotnym z wyprawy. Na wstępie jednak należy podkreślić, że poziom zakamuflowania tego miejsca dawał solidne podstawy do granicznie wysokiego poczucia bezpieczeństwa. Aby trafić na polanę należało zjechać prawie kilometr w las jedną z przecinek, by następnie przedostać się doń ścieżką wydeptaną w nadrzecznych szuwarach. Trzeba przyznać, że mieliśmy sporego farta odkrywając taką miejscówkę.
Na miejscu niektórzy zaczęli radośnie podskakiwać ze szczęścia, co doprowadziło do lekkiego rozkołysania torfowiska. Gdy już ustawiliśmy namioty, a trzeba powiedzieć, że szpilki wchodziły w glebę wybornie, obalił się jeden z okolicznych pni. Szybkie śledztwo wykazało, że wszystkie sąsiednie pniaki są zbutwiałe i lepiej się o nie nie opierać. Ogniska nie paliliśmy, bo jak wiadomo, suchy torf nie lubi kontaktu z ogniem. Następnie, przy pomocy oka zmrużonego do połowy, udowodniłem żonie, że wybrana przeze mnie lokalizacja namiotu, nie znajduje się na linii strzału z niedalekiej ambony w stronę tej części polany, na której ktoś pechowo zgubił jeden bochenek chleba w kromkach, trzy główki kapusty oraz worek marchwi. Dokładniejsze pomiary wykazały, że wspomniana linia strzału nie ma z naszym namiotem nawet stycznej, choć trzeba przyznać, że niewiele brakowało. Decyzję o pozostawieniu namiotu na miejscu umocnił fakt, że do ambony nie przyszli myśliwi. Mimo to sprawy nie udało się załatwić polubownie, gdyż na polanę z kapustą przyszły dziki. W tym momencie żony zabarykadowały się w swoich namiotach, a panowie pozostali na zewnątrz mając do obrony kilka zbutwiałych pniaków. Kolejne pół godziny stały pod znakiem szorstkiej przyjaźni, która dynamicznie nawiązała się pomiędzy nami a stadkiem dzików. Warto jednak wyjaśnić, że to dziki wykazywały się daleko posuniętą przyjaźnią, na którą zmuszeni byliśmy odpowiadać szorstkością. Koniec końców udało się nam obronić zarówno naszą kolację, jak i siatkę z resztkami po niej. Wtedy też zostaliśmy wpuszczeni do namiotów. Mi tam generalnie spało się dobrze, dziewczynom chyba też, bo opuściły namioty dopiero o tak zwanym późnym poranku, gdy było już jasne, że na naszej polanie nie ma ani myśliwych, ani dzików, ani nawet resztek kapusty.



Zasady oceny noclegów:
1. Ocenie podlegają tylko noclegi bezpłatne.
2. Ocena przebiega wg 4 kryteriów + bonus nadzwyczajny
   a) warunki noclegowo-pobytowe - punktacja od 0 do 5,
     czyli jak wyglądało miejsce pod namioty i jego otoczenie, czy była trawka, czy może brud i malaria, no i w jakich warunkach przyszło nam spożywać.
   b) warunki higieniczno-sanitarne - punktacja od 0 do 5,
     czyli czy można było się ochlapać wodą.
   c) poczucie bezpieczeństwa - punktacja od 0 do 5,
     czyli jak wysokie było prawdopodobieństwo, że ktoś przyjdzie i zwędzi nasze bidony.
   d) walory krajobrazowe - punktacja od 0 do 5,
     czyli w jakiej okolicy spaliśmy, czy był to zagruzowany barak, czy może łączka w górskiej kotlinie.
   e) bonus nadzyczajny - każdy przyznaje punkty wedle uznania od minus 3 do plus 3,
     np. w sytuacji gdy na noclegu objedliśmy się winogronkami, lub spotkaliśmy pana, który twierdził, że jest duchem.

© Przemysław Remigiusz Kitliński 2006-2016