Podjazd z Kanionu Cem był jednym z tych, gdzie prażące słońce długo uniemożliwiało jakikolwiek postój na obiad. Jedynym dogodnym miejscem okazał się zacieniony łuk szosy na jednym z wiraży. Za stół i siedzisko posłużył nam betonowy mur oporowy na poboczu drogi.