Jak już wcześniej wspominałem, tego dnia też nabiliśmy na licznik wynik trzycyfrowy przed przecinkiem. Podstawowa różnica polegała na sumie przewyższeń, która wyniosła zaledwie 335 m, wobec 1600 dzień wcześniej. Namioty rozbiliśmy na nieużytku przy drodze, ale za to w otoczeniu skalnych ścian. Nocą nad kanionem przechodziła burza, a następnie ulewa. Budziłem się kilka razy i za każdym razem deszcz niemiłosiernie pryskał nam w namiot. Rano wyruszaliśmy zanim słońce dotarło nad nasz nieużytek, więc namioty spakowaliśmy kompletnie mokre.