Cañones del Júcar

gra_val_foto_88.jpg

Tuż za miastem główna droga opuszczała kanion wijąc się w górę kilkoma serpentynami. My za to kontynuowaliśmy jazdę wzdłuż rzeki po coraz węższym i gorszym asfalcie. Droga ta była w zasadzie ślepa dla ruchu zmotoryzowanego i prowadziła donikąd, więc panował na niej zerowy ruch. Po dwunastu kilometrach za Alcalá del Júcar kończył się asfalt, a z kanionu można było wyjechać bardzo stromym szutrem, na którym podobno nawet Lider się coś tam zmęczył. Ja z Karpiem pchaliśmy rowery, nie forsując zbytnio tempa. Trudno więc nam zweryfikować, czy na szczycie Lider faktycznie był zmęczony, czy tylko tak gadał, byśmy go traktowali bardziej po ludzku.